Piorun uderzył gdzieś nieopodal niewielkiej rybackiej wioski nad brzegiem wzburzonego morza o czarnych falach. Całkiem ciemno było już od godziny, szarogranatowe, zachmurzone niebo rzucało duże krople wielkości ziarenek grochu. Na utwardzonej, wąskiej drodze prowadzącej do wioski woda stworzyła prawdziwe bagno. Kupcy nie byli w stanie przejechać przez nie wozami. Miękka ziemia mlaskała pod kopytami karego konia samotnego podróżnika w ciemnym płaszczu. Jego celem było właśnie Piltover leżące smętnie przy bezkresie czarnej wody.
Drzwi jedynej tawerny w okolicy skrzypnęły lekko i przybysz znalazł się w półmroku korytarza. Przez kotarę prześwitywało żółte, stłumione światło a odgłosy pobytu ludzi stawały się coraz głośniejsze. Człowiek ściągnął z głowy kaptur i w ostatnim momencie schylił się przed lecącą w jego stronę pustą butelką po alkoholu. Szkło rozsypało się po podłodze, która już wcześniej była grubo nim pokryta. Jego oczy dostrzegły teraz bezmiar codziennego chaosu, który nieustannie toczył się w gospodzie. Przy kwadratowych stolikach korsarze, rybacy ale także piraci wyjęci spod prawa, popijali piwo w dużych kuflach, śmiejąc się i przekrzykując nawzajem. Młodziutkie kelnerki z włosami związanymi wstążkami w dwa warkoczyki roznosiły zamówienia w dość szybkim tempie. Na malutkiej scenie dziewczyna o łagodnej urodzie, odziana w suknię z falbanami śpiewała żywą piosenkę. Przygrywał jej mężczyzna przy fortepianie, siedzący tyłem do wejścia. Wszystkie odgłosy burzy zagłuszał ten radosny hałas. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na przybysza.
Jedna z niewielu kobiet, przebywających w tym czasie w tawernie, szybkim ruchem wskoczyła na stół stojący najbliżej sceny. Obcasami od skórzanych, marynarskich kozaków zrzuciła kilka kufli, robiąc sobie miejsce. W jednym momencie głowy wszystkich zwróciły się w jej stronę, muzyka ucichła, rozmowy ustały.
- Zaczynamy zabawę! - wykrzyknęła z radością w głosie i wywijając pistolet na palcu strzeliła w butelkę z zielonego szkła, która rozbiła się i odłamkami trafiła w największego mężczyznę w lokalu. Kobieta roześmiała się i uchyliła przed lecącym w jej stronę pustym kuflem, który trafił w głowę drugiego rozbójnika.
Bitwa rozpoczęła się na dobre. W ruch poszły wszystkie przedmioty, łącznie z pistoletami. Zwinna rudowłosa zawadiaczka zeskoczyła ze stołu i biegnąc, oddała serię strzałów w kierunku okien. Przebiegając obok drzwi wejściowych, została nagle zatrzymana mocnym chwytem przez podróżnika w płaszczu.
- Co ty tu robisz? - spytała, a jej twarz wyrażała zdziwienie - To już?
Nieznajomy pokiwał głową.
- Sarah, musimy porozmawiać.
Kobieta silnym ruchem ręki przesunęła w bok rozmówcę, a kula ze świstem przeleciała ponad jego ramieniem, robiąc sporą dziurę w materiale kotary. Oddając ostatni strzał Sarah i jej towarzysz wydostali się na drewnianą werandę przypominającą takie, jakie były przed kowbojskimi 'saloonami'.
- Co się stało? - założyła ręce na piersi, opierając się o kolumnę z okrojonego drzewa.
- Ile was tutaj jest? Możecie wyruszyć?
- W każdym momencie. - odparła, licząc. Ale jest nas tylko troje. Reszta udała się w góry, niestety nie wiem kogo ścigali.
Mężczyzna głośno wypuścił powietrze i przez chwilę się nie odzywał.
- Mamy bardzo poważny problem. Musicie także udać się do Great Barrier i przeprowadzić sojuszników na drugą stronę, do Demacji. Mam nadzieję, że nie będzie to dla ciebie zbyt duży problem...
- Nie, nie. Przecież po to tutaj jestem.
- Fortune? - rozległo się od strony drzwi. Rozmówcy momentalnie odwrócili się. - Co się stało?
- Będziemy musieli walczyć.
- Nie, niekoniecznie walczyć! - krzyknął mężczyzna - po prostu tej grupie potrzebna jest eskorta, na wszelki wypadek! W razie niebezpieczeństwa sami mogą sobie nie poradzić! Ponieśliśmy zbyt dużo strat.
Kobieta w fioletowej sukience do połowy uda stojąca w drzwiach zamyśliła się.
- Dobrze wiesz, co to oznacza. Walka jest nieuchronna.
Po chwili dołączył do nich jeszcze wysoki mężczyzna z brodą, którego oczy krył cień rzucany przez szeroki kapelusz z rondem.
- Możemy na was liczyć? - spytał przybysz, dosiadając swojego zmokniętego wierzchowca.
- Oczywiście - odparła Sarah Fortune. - Nie chciałbyś przenocować u nas, w Piltover? Jest burza, trudno ci będzie dzisiaj wrócić...
Mężczyzna założył kaptur i ściągnął wodze, śmiejąc się.
- Nie potrafiłbym usnąć w takim hałasie. Poza tym, mam jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia.
Pomachał lekko dłonią do zebranych i ruszył przed siebie. Niedługo później zniknął im z oczu w gęstej mgle otulającej senne miasteczko. Kolejna błyskawica przeszyła nocne niebo. Już niedługo miało się coś wydarzyć.
czwartek, 27 września 2012
Mobilizacja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz