niedziela, 15 lipca 2012

Zwiady

Gnałam najszybciej jak mogłam, daleko wyciągając nogi przed siebie. On biegł tuż obok i nie był tak przerażony jak ja. Serce łomotało mi w piersi z dwóch powodów. Ze strachu i z miłości. Słyszałam tętent kopyt koni militarnych. Wojownicy byli tuż za nami. Ich ciepłe oddechy w chłodnym, wieczornym powietrzu czułam niemal na plecach.

Nagle, za zakrętem, James wepchnął mnie w jakąś wnękę między murami dwóch budynków. Przyparł mnie do ściany i mocno otulił płaszczem. Czułam, jak w plecy wbijają mi się kamienne zdobienia roślinne, które występowały tutaj wszędzie - nawet w takich miejscach jak to. Mogłoby nawet służyć za miejski śmietnik. Przez chwilę byłam jakby w transie, nie wiedziałam co się dzieje. Wtedy usłyszałam jak cały potężny patrol konny przewala się po mojej prawej stronie. Po jakimś czasie kurz opadł i wszystko ucichło. Słyszałam tylko jego nierówny oddech i odgłosy spadających kropel. Ciepły, majowy deszcz właśnie zaczął padać. Ja natomiast stałam nieruchomo, oparta o ścianę i przytulona do Jamesa nie z własnej woli. Z JEGO woli. To było niesamowite, ale mimo wszystko zaczęła wzrastać we mnie złość.
- Czemu to zrobiłeś?! - krzyczałam na niego szeptem - Mogłeś nie atakować, nie byłoby tego! Nie uciekalibyśmy, nie...
Wtedy James dosłownie przerwał moją skargę głębokim pocałunkiem. Na początku byłam nieco zaskoczona, ale po chwili wszystko zaczęło do mnie docierać. Odwzajemniłam pocałunek, i zsuwając mu kaptur z głowy wplątałam dłoń we włosy, drugą delikatnie przytrzymując kark. Zaczął całować mnie po szyi, później wzdłóż obojczyka i linii szczęki. Nigdy wcześniej nie czułam nic takiego. Tego nie dało się opisać słowami. Przez chwilę wydawało mi się, że unoszę się w powietrzu. James znów odnalazł moje usta i przez chwilę trwaliśmy tak w gęstym deszczu który spływał po włosach, policzkach, który kapał z rzęs. On na chwilę zatrzymał tę magię i spojrzał mi prosto w oczy, obejmując mnie w pasie.
Zatrzymał czas?
Ciężko oddychając nareszcie zaczęłam myśleć. Nie wolno nam przecież! Szybkim ruchem wyślizgnęłam się z objęć Jamesa i skuliłam w cieniu przy przeciwnej ścianie.
- Lux, ja...
- Nic już nie mów.
Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Zbyt wiele emocji na raz nie mogło dobrze na mnie działać.
- Dostaliśmy ważne zadanie - powiedziałam po chwili - oni na nas liczą!
- Płaczesz?
- To tylko deszcz. - skłamałam. On chyba to wyczuł.
- Przepraszam, ja czasami naprawdę nie rozumiem kobiet.
Gestem kazałam mu się nie zbliżać.
- Musimy już iść. Jeżeli nie mogę liczyć na twoją pomoc, sama zdobędę te mapy.
Chwila namysłu. Na brudnym chodniku wyłożonym kocimi łbami zaczęły się tworzyć niewielkie kałuże, a odgłosy deszczu niosły się echem po mieście.
- Nie ma mowy, nie zostawię cię. Chodź. - James wyciągnął do mnie rękę.
Wstałam i razem ruszyliśmy w zamglone odmęty starego miasta, by w moim przypadku po raz pierwszy stawić czoła prawdziwemu niebezpieczeństwu.

4 komentarze:

  1. Ejejejejej !!! Ja bym to trochę rozwinęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. OH OH OH OH PISSSZZZZŻE DALLEEEJ

    PROOOOSZĘ

    PIĘKNE normalnie jak książka! musisz ją kiedyś wydać :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko blog treningowy ;) I najprawdopodobniej go zamknę chociaż może zrobię jeszcze parę akcji mieszających kontakty :)

      Usuń