czwartek, 26 lipca 2012

Morgana: Krąg

Księżyc świecił jasnym blaskiem swojej okrągłej tarczy. To znaczyło, że Morgana mogła liczyć tej nocy na wszystkich sojuszników, także na Warwicka który podczas pełni był potężniejszy jako wilkołak. Kayle stała w kręgu po drugiej stronie fontanny. Mierzyły się wzrokiem, przygotowując do ewentualnej walki. Morgana dobrze wiedziała, że jej siostra może uciec w każdej chwili dzięki sprawnym skrzydłom. Tego najbardziej żałowała. Po Upadku nie mogła już latać, a jej olbrzymie, fioletowe ale jakże potargane skrzydła były już tylko kulą u nogi.
- Zamierzasz mnie zabić? - spytała Kayle, unosząc w górę swój miecz.
Morgana znów zachichotała. Jeżeli nie było dla niej problemem zabić tyle osób, czy mogłaby się zawahać przed uśmierceniem kolejnej? Anielica weszła do kręgu a wszyscy jej sprzymierzeńcy cofnęli się przed mury. Dobrze wiedziała, że siostra nie chce jej skrzywdzić a tylko wydostać się z zasadzki. Była niemal pewna, że jej plan o przyłączeniu Kayle w noxiańskie szeregi się powiedzie. Musiała tylko być ostrożna.
Morgana uniosła w górę otwartą dłoń, nad którą zaczęła się unosić kula fioletowej energii. Uwielbiała delikatny dreszczyk, który pojawiał się gdy przywoływała do siebie magię. Oczy Kayle zrobiły się jakieś większe, ciemniejsze. Tak, jakby wiedziała co ją czeka. Wtedy zapłonął ogień, a krąg został zamknięty.
- Znasz zasady. - szepnęła - Próba ucieczki jest już niemożliwa. Walczymy na śmierć i życie, ale możesz się poddać. Wtedy przechodzisz na naszą stronę - uśmiechnęła się.
- Żebyś tylko ty się nie musiała poddawać, Morgano - Do Kayle wróciło życie. - Zasady działają też na odwrót, czyli ty także im podlegasz.
- Prędzej zginę.
- Więc giń! - zamachnęła się, ale jej siostra zablokowała cios z lekkością panując nad swoją mocą.
Była wiecznie zadowolona, szczęśliwa z jakiegoś niezrozumiałego powodu. Nie próbowała kryć uśmiechu blokując z zamkniętymi oczami pięć kolejnych ciosów. Nie sądziła, że Kayle, tak potężna Kayle stanie się niemal śmieciem u jej stóp. Wtedy Morgana przeszła do ataku. Wpadła w furię, rzucała fioletowymi pociskami na oślep tak, że druga anielica ledwo odpierała ataki.
- To jest prawdziwa walka, widzisz? - rzekła, formując w dłoniach olbrzymią kulę i starannie celując.
Kayle oparła miecz o ziemię, odbijając z metalicznym brzękiem magię siostry. Była wycieńczona, siedziała teraz na kamiennych kostkach brukowych, a jej twarz została zakryta burzą złotych włosów. Morgana tymczasem nadal stała w miejscu, ale jej furia opadała więc znów wyglądała normalnie. W ciszy słychać było jedynie stukot jej obcasów, gdy podeszła do prawie pokonanej przeciwniczki.
- Poddajesz się?
Cisza. Kayle nadal siedziała na boku, nie mając siły nawet na lekkie poruszenie się. Morgana już przygotowywała ostateczny cios.
- Nie.
Echo tego cichego szeptu rozległo się po placu. Ogień Kręgu zaczął płonąć intensywniej, płomienie buchały już na kilka metrów w górę i zakłócały ciszę. Słychać było wycie wilków i krzyki sojuszników Morgany. Noxiańska wojowniczka uniosła dłonie w górę i niezwykle szybko uderzyła nimi w... Ognistą tarczę rozłożoną przez kogoś nad Kayle! Siła uderzenia była tak olbrzymia, że upadłą odrzuciło w przeciwną stronę, a ona uderzyła w ścianę i wylądowała na ziemi.
Czarni sojusznicy cofnęli się o trzy kroki, widząc smukłą sylwetkę smoka zionącego ogniem. Morgana widziała obłęd w jego oczach, gdy patrzył na nią. Jako jedyna się nie bała podczas, gdy wśród sojuszników zapanowała panika. Gad wrzucił Kayle na grzbiet i odleciał. Gdy odbijał się od ziemi, wszystko wokół zadrżało.

Potem były już tylko dogasające płomienie i ból. Ból fizyczny i psychiczny po porażce. Nic nowego.

3 komentarze:

  1. Lol, Demacia wysłała Shyv, czy ona sama przyleciała? I to jasne było, że swojego maina dodasz ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shyv nie do końca jest moim mainem ale jak tam sobie chcesz :)

      Usuń
    2. Shyv nie do końca jest moim mainem ale jak tam sobie chcesz :)

      Usuń