poniedziałek, 23 lipca 2012

Kayle: Zniewolenie

W ciemności widziałam tylko niewyraźne zarysy przedmiotów. Ściany były tutaj wilgotne, brodziłam bosymi stopami w wodzie sięgającej do kostek. Próbując przywołać ogień choć na chwilę spojrzałam na delikatne rzeźbienia sprzed conajmniej kilkuset lat. Dawno nikogo tu nie było. Napisy mówiły coś o starożytnej przepowiedni, o przysięgach i klątwie, ale nie potrafiłam jej odczytać do końca, autor posługiwał się przestarzałymi formami językowymi, co utrudniało mi zadanie. Ogień znowu zgasł przez dużą wilgoć w powietrzu. Uniosłam miecz i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Po chwili natrafiłam na płaskorzeźby przedstawiające polowania na smoki. Coś tu było nie w porządku.
Nareszcie zauważyłam jakąś odnogę korytarza i skierowałam się w stronę mdłego światła rzucanego prawdopodobnie przez tarczę księżyca. Granitowe schody były wybrakowane, wychodząc na pierwszy stopień zapadłam się jedną nogą w dziurę po wykruszonym materiale skalnym. Niewiele myśląc rozwinęłam skrzydła i ich delikatnymi ruchami pomogłam sobie w wydostaniu się z podziemi.
To niesamowite szczęście, gdy po takich mękach oddycha się prawdziwym, nocnym powietrzem. Plac, na którym się teraz znalazłam sprawiał wrażenie dawno opuszczonego, porzuconego przez lud noxiański jako zdobyty i przynależny do terytorium kraju. Interesowali się tylko nowymi zdobyczami, nie utrzymywali starych co świadczyło jedynie o ich miłości do wojny. Dla mnie jednak pokój i sprawiedliwość były najważniejsze.
Rzuciłam okiem na nieczynną fontannę z rzeźbą smoka na postumencie. W czasach jej świetności kreatura musiała pluć wodą. Teraz kamienne mury były porośnięte glonami i mchem, a spomiędzy kostki brukowej wystawały duże kępy trawy.
- Liczysz na to, że cię stąd wypuszczę?
Podskoczyłam na dźwięk znajomego głosu. Tyle lat bez niej, zdążyłam się już przyzwyczaić.
- Myślę, że będę mogła się stąd wydostać kiedy będę chciała.
Roześmiała się. Jej szyderczy głos rozbrzmiewał echem wśród pustych ścian opuszczonego pałacu.
- Demacia powoli upada.
- Mylisz się! Ty upadłaś! - to była prawda. Moja siostra została tak ukarana po zdradzie naszego państwa. Kiedyś naszego, teraz już tylko mojego. - Jak mogłaś, Morgano? Współpracowałyśmy.
- Czas przeszły twojego ostatniego słowa jest tutaj na właściwym miejscu. Zobaczysz, Demacia upada i skończy na ziemi, w gruzach. Ty albo zginiesz, albo zostaniesz wzięta do niewoli. Chcesz tego, Kayle?
Pytanie zawisło w powietrzu, a mnie przeszły dreszcze. Zobaczyłam wychudzoną, kościstą rękę Morgany wyciągniętą w moją stronę.
- Chodź do nas. Dołącz do nas. Znów będziemy jednomyślne.
Chwyciłam za rękojeść miecza i poczułam jego ogniste ciepło. Zdradzić mój kraj, moją ojczyznę aby odzyskać siostrę? To przeczyło wszystkim moim przekonaniom, którym byłam wierna od dziecka.
- Po... Moim...
- Trupie? - Morgana znowu się roześmiała. - żaden problem.
Na skinięcie jej dłoni z mroków dziedzińca arkadowego wyłoniło się kilkanaście postaci. Znałam dokładnie wszystkich, potrafiłam przewidzieć ich ruchy. Tak długo z nimi walczyłam. Moja siostra delikatnym gestem zatrzymała ciemne zgrupowanie i spojrzała na mnie jeszcze raz, szyderczo i z wyższością wypisaną w oczach.
- Śmiało, atakuj. - Uniosłam miecz w górę - nasz ród mnie pomści, skończysz tak samo jak ci wszyscy, których sama zabiłaś.

1 komentarz: