O poranku, kiedy jasne światła zaczynały pojawiać się na widnokręgu, ciemna sylwetka Katariny nadal opierała się o jedną z górnych gałęzi rozrośniętej sosny. Drzewo przywoływało chwiejne wspomnienia wczorajszej nocy. Chłodne powietrze poranka otrzeźwiało, jeszcze kilka godzin temu kobieta nie czuła się na siłach, by podążyć za końmi swoich wrogów. Teraz musiała ich wytropić i ostrzec żołnierzy w koszarach, zanim zaatakują. I tak była już spóźniona. Zbyt długo zwlekała.
Katarina podniosła się i zwinnie zeszła z kilkunastometrowego drzewa. Biegiem ruszyła w kierunku murów Sheridanu. Dzięki nożom i wbijaniu ich w szczeliny między cegłami, mogła sprawnie wyjść na górę i przeskoczyć, lądując po drugiej stronie. Skórzane, wysokie buty rozchlapały wodę na boki kiedy kobieta znalazła się w mieście po przejściu przez mur. Kochała zapach cierpienia będący tutaj cząstką wszystkich, od żołnierzy wykonujących egzekucje po matki z dziećmi żebrzące pod kościołami. Dla nich nawet deszcz był niemiłym przeżyciem a śniegi zimą zbierały co roku setki ofiar. Tak już musiało być, zwłaszcza tutaj gdzie margines społeczny i najniższe warstwy ludności nie mogły się równać z elitą do której należała Katarina.
Szybki spacer znajomymi uliczkami i znalazła się pod wieżą dowódcy. Tylne wejście jak zwykle było otwarte, kobieta cicho zamknęła wrota i wieszając się na poręczy schodów trzema skokami wyszła na piętro. Wtedy okazało się, że nie tylko w koszarach dokonano ataków.
- Co tu się działo? - spytała zdezorientowana, oglądając zniszczone ściany i ślady ognia na podłodze. - Jesteś tu?
Z pokoju sypialnianego powoli wyszedł dowódca, opierając się o rzeźbioną framugę drzwi.
- Byli tu. Widziałem dwie osoby, ale nie wiem po co przyszli. Albo nie pamiętam.
- Walczyliście? - kobieta nie mogła uwierzyć. Dowódca był najspokojniejszą osobą wśród wojska, ona uważała go za tchórza, gdyż zawsze z daleka kierował oddziałami i nawet nie próbował mieszać się do walki.
- Złapałem chłopaczka. Nie mógł się ruszyć - odsapnął - Ale wtedy przyszła ona.
Był spocony, jeszcze nie do końca się pozbierał po ostatnich wydarzeniach. Ona także mogła narzekać na zmiany w swoim zachowaniu. Za to z całego serca nienawidziła Garena.
- Usiądź proszę. - pomogła mężczyźnie i sama usiadła, kładąc nogi na stole.
- Ubru...
Uciszyła go kładąc palec na swoich ustach. Siła perswazji była bardzo przydatna, ona opanowała tę umiejętność do perfekcji.
- Jaka ona? Która kobieta miała na tyle siły aby przeciwstawić się tobie? Tobie, potężnemu dowódcy z Noxus - eleganckim kichnięciem stłumiła śmiech.
- Nie znam jej imienia, widziałem ją pierwszy raz.
- Jak wyglądała? Pamiętasz? Czy potrafiłbyś ją rozpoznać?
Pokiwał głową.
- Blondynka, miała kręcone włosy do połowy pleców i jasną skórę, niestety nie zwróciłem uwagi na oczy.
- Hm, niewiele mi to mówi, bo znam mnóstwo takich ludzi. Jak cię zaatakowała?
- Walczyłem z tym chłopcem, kiedy dostałem od niej cios... Światłem? Wiem, że to niedorzeczne.
- Pieprzona Luxanna! - Katarina uderzyła pięścią w stół, aż w kredensie po drugiej stronie pokoju zatrzęsła się porcelana.
- Wiesz, która to?
- Jest... Ekhem - wstała i unosząc ręce do góry spięła długie włosy w kok - Jest siostrą Garena. Tego więźnia, który z pomocą dwóch sojuszników wydostał się z koszar wczorajszej nocy.
- Ktoś się wydostał?! - dowódca prawie zaniemówił - To był zorganizowany atak? Wiesz coś może o jakichś innych rozbojach?
- Na razie nic mi o tym nie wiadomo. - Katarina przygryzła wargę. - Jeśli się czegoś dowiem, na pewno dam znać. Muszę się zobaczyć z siostrą, ona zawsze wszystko wie o atakach w okolicy. I dobrze ci radzę, wyślij gońca z informacją do koszar, żeby przygotowali się do obrony. Już niedługo zostaną odbici dwaj kolejni więźniowie.
***
Dwa dni później Katarina odwiedziła główny plac, chcąc znaleźć swoją siostrę. Cassiopeia, będąca szpiegiem znała tutaj prawie każdego, więc mogła być wszędzie. Zmęczona poszukiwaniami przysiadła na granitowej ławeczce, przyglądając się przygotowaniom do egzekucji. Ludzie zbierali się naokoło szubienicy w niewielkiej ilości, bo nie było to dla nich specjalne widowisko, skoro odbywało się codziennie. Zdążyli już przywyknąć do śmierci i bólu, który na tych ulicach był wszechobecny. Dwóch żołnierzy wprowadziło na podest przestępcę i założyło mu pętlę na szyję. Szybkim ruchem odsunięto drewniany stołek... I wtedy Katarina ujrzała, jak lina się pali. A z nią wszystkie łatwopalne elementy. Sam więzień także płonął. Odepchnąwszy strażników rzucił się do ucieczki. Kobieta nawet nie próbowała go gonić. Z miasta i tak nie uda mu się uciec, a odnalezienie Cassiopei było teraz priorytetem w imię ojczyzny. Mogła dostarczyć cennych informacji odnośnie ataków na ważniejsze jednostki wojskowe.
Kiedy wstał kolejny poranek, deszczowy i nieprzyjemny, Katarina odnalazła siostrę w swojej komnacie, w Głównej Wieży. To było głupie z jej strony, że wcześniej nie wróciła do domu.
- Muszę z tobą porozmawiać - zaczęła Cassiopeia drżącym głosem. - Powiedzmy, że wpadłam w pułapkę.
Katarina przysiadła na brzegu małej komódki i spokojnie obserwowała siostrę czeszącą długie, jasne włosy.
- Ja też mam do ciebie sprawę. Chodzi o ataki zorganizowanej grupy na północne koszary i wieżę dowódcy. Słyszałaś o tym, prawda? - zauważyła jak Cassiopeia kiwa głową, obserwując jej ruchy w lustrze. - Wydaje mi się, że były ze sobą powiązane. Nie wiesz może czy nie doszło do jakichś innych napadów?
Oczy blondynki zrobiły się okrągłe.
- Nic nie wiem.
- Nie potrafisz kłamać, prawda?
- No dobrze - spuściła głowę - wiem wszystko, od tego gdzie to się wydarzyło, w jakim celu aż po imiona i dokładny opis wyglądu, charakteru, zainteresowań i pragnień sprawców. Nie mogę ci powiedzieć, Katarino. Nie pytaj o co chodziło.
Gniew siostry wybuchnął niespodziewanie, zrzuciła z blatu jakieś flakony z perfumami przez co w pokoju zaczął się unosić mdły zapach róży i lawendy.
- Dobrze ci radzę, powiedz w imię Noxus. Zaprowadzę cię do ojca i zakuję w dyby!
Cassiopeia nie dała się zastraszyć, ale pokusa powiedzenia komuś takich ważnych wieści rosła na sile.
- No to może od razu mnie powieś albo spal na stosie! Będziesz miała o jeden kłopot mniej.
- Bawisz się mną.
- Jak zwykle.
Katarina odetchnęła. Wiedziała, że w ten sposób nic nie zdziała. Chwyciła w dłoń niewielki niebieski klejnot leżący na stole i zaczęła obracać go w palcach, spoglądając z ukosa na jasnowłosą.
- Były jeszcze jakieś napady? Czy były podobne do tych, które są mi już znane?
- Obóz naszych żołnierzy nieopodal jednej z wiosek został spalony przez dwie zakapturzone postaci, jedną z nich najprawdopodobniej była kobieta. Obrabowano zbrojownię w głównej fortecy. Napad na kilka patroli miejskich na ulicach. Ostatni się nie powiódł, żołnierze byli czujni a sprawcy musieli uciekać. Z głównej wieży zniknęła kopia mapy, na której zaznaczono układ wojsk potrzebny do oblężenia zamku w mieście Winchester, należącym do Demacii.
- Czy wiadomo ci kto tego dokonał?
- Wszystkie grupy były dwuosobowe, zatem działali razem. Szpiegowie podejrzewają, że dokonała tego grupka partyzantów kryjąca się w jednym z naszych lasów.
Gdy Cassiopeia wypowiedziała te słowa, coś zaczęło się dziać. Kobieta zakryła usta smukłymi dłońmi.
- Przysięgłam, że nie powiem - krzyknęła na całe gardło - Nie powiedziałam tych ważnych informacji! Zostawcie mnie!
Katarina cofnęła się, widząc jasne, oślepiające światło spływające znikąd na siostrę. Zamiast pięknej kobiety, stał teraz przed nią olbrzymi wąż wielkości człowieka, od pasa w górę będący jej siostrą. Wojowniczka cofnęła się, w szoku próbując chwycić rękojeść noża.
- Co ja zrobiłam? - wyła Cassiopeia, spoglądając w lustrze na swoje świecące, niebieskie oczy bez białek ani źrenic i dotykając lepkich łusek wężowego ogona.
Po chwili wąż ruszył na schody prawie taranując Katarinę w przejściu i spełzł na parter, po czym znalazł się na ulicy. Przerażona kobieta pobiegła za siostrą i dosiadła gniadego konia przywiązanego przy wejściu.
- Cassiopeio! Nie ruszaj się stąd, sprowadzę pomoc!
Chociaż wiedziała, że siostra nie posłucha. Pół wąż, pół dziewczyna wyruszył wąskimi alejkami by straszyć ludność miasta.
Wiedziałem.
OdpowiedzUsuńDzięki znowu. Dobra, dawaj next!
Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to opis przemiany, oraz zachowanie postaci tuż przed i po niej (chodzi mi głównie o Kaśkę, bo Kata ok :D )
Pisane na "odwal się" :D mówiłam że nie wyszedł za dobrze ;\
Usuńmore... more... MORE! =w= pisszzz dallej
OdpowiedzUsuńNie wiem czy jeszcze będę pisać.
UsuńMore more more more plax.
UsuńPiszę teraz kilka rozdziałów na raz ale nie wychodzą już chyba tak fajnie jak te kilka wcześniejszych ;)
Usuń