Wciąż jeszcze roztrzęsiona po poprzednim zadaniu otrzymanym od Razyra nie byłam pewna, czy poradzę sobie z następnym. Strażnik więzienny, imieniem Lee Sin pomógł mi się wydostać z zamieszania panującego po wejściu Katariny. Byłam pewna, że generał Noxus opuścił północne koszary przed ich zawaleniem, ale czy opuścił je Lee? Tyle ludzi pogrzebanych żywcem... Chodziły plotki, że nikt nie przeżył katastrofy. Po spotkaniu Kayle na szlaku, dowiedzieliśmy się że osiągnęła cel. Wraz z Leoną miały nas odnaleźć i sprowadzić do Demacii, tymczasem to my odnaleźliśmy nieprzytomną anielicę. Nie mieliśmy jednak pojęcia, gdzie podziewa się druga sojuszniczka. Kayle wciąż powtarzała, że smocza twierdza to pułapka i że musi wrócić po przyjaciółkę. Tak nakazywała jej wewnętrzna sprawiedliwość, której kurczowo się trzymała.
Minęłam dwóch kelnerów obsługujących stolik elity i wmieszałam się w tłum dostojnych par, gawędzących między sobą i śmiejących się niekiedy na cały głos. Nie mogłam odzywać się do innych, zatem pozostało mi podsłuchiwać i liczyć na rozmowność nieco nietrzeźwych już uczestników balu. Cała sala aż huczała od plotek dotyczących ostatnich wydarzeń, głównie ataku na koszary. Obserwowałam Garena, który wyszedł z sali na korytarz.
- Czy mogę prosić panią do tańca? - jakiś miły, elegancko odziany młodzieniec wyciągnął do mnie dłoń. Lekko pokiwałam głową, zgadzając się. Po chwili wirowaliśmy wśród dziesiątek innych tancerzy. - Czy zdradzi mi panna swoje imię? - szepnął mi do ucha. Zaczęłam się denerwować. W tym samym momencie ktoś chwycił mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Odbijam.
Delikatnym krokiem mężczyzna wydostał nas z kolorowego koła bawiących się Noxian i zatrzymał przy ścianie, z dala od oczu i uszu wścibskich podsłuchiwaczy.
Moje serce zadrżało.
- Co ty tu robisz? - zdenerwował się Lee Sin - Mało ci kłopotów?! Omal nie zginęłaś poprzednim razem i znów znajdujesz się w samym centrum sieci pająka! - krzyczał na mnie szeptem. Byłam taka szczęśliwa... - Raz ci się udało, ale przyjdzie taki czas kiedy nie będę w stanie ci pomóc!
Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. Naprawdę tu był? Chyba poczuł moją obecność, bo natychmiast zamilkł i ciszę między nami wypełniło chłodne oczekiwanie. Pogłaskałam go po policzku. Nic więcej nie mogłam zrobić.
- Sono, ja...
Wtedy jednym ruchem palca wskazującego go uciszyłam i przytuliłam się mocno. Ludzie się zmieniali, każdy nawet potwór miał w sobie ludzką część duszy którą dało się wyciągnąć na zewnątrz. To należało do naszej natury.
Nasze spokojne do teraz spotkanie zostało zaburzone przez coś dziwnego. Ludzie wokół na początku nie wykazywali objawów paniki, ale po chwili rozpierzchli się niczym stado spłoszonych koni i stanęli w zbitych grupach pod ścianami. Jedna kobieta mocno ściągnięta gorsetem w talii chyba zemdlała, bo trzech mężczyzn próbowało ją dobudzić, jednocześnie obserwując. Stanęłam na palcach, by widzieć środek sali tanecznej ponad głowami zebranych.
Na jej środku widniał pozłacany posąg pół węża, pół pięknej kobiety. Jego błękitne oczy bez źrenic świeciły jadowitym blaskiem po zebranych.
- Gdzie jest moja siostra? - zasyczał potwór... To jednak nie był posąg. - Gdzie jest Katarina?
Mocno zapletłam palce na dłoni Lee Sina. Czy to dlatego wojowniczka parę dni temu przerażona wyciągnęła swojego ojca, generała z koszar? W tamtym momencie ktoś zaczął krzyczeć i po chwili krzyczeli już prawie wszyscy. Młody mężczyzna który wcześniej poprosił mnie do tańca stał nieruchomo pół metra od węża.
- Powiesz mi, gdzie znajdę Katarinę? - usłyszałam wśród paniki.
Wskazał drzwi na korytarz, którymi dwie minuty temu wyszedł Garen. Potwór zaczął pełzać w tamtym kierunku, odbijając się od ścian i przewracając złotawym ogonem kilka stolików. Jak na węża, bardzo szybko się poruszał. Bez zastanowienia rzuciłam się w pogoń. Jeżeli Katarina była tam, gdzie wskazywał młodzieniec, mój przyjaciel mógł mieć kłopoty nawet bez tego węża. Mój wyczulony słuch zrozumiał, że Lee podąża za mną.
- Sono, dlaczego? - krzyczał za mną, ale ja nie słuchałam. Zbiegałam powoli po stopniach schodów obserwując już tylko końcówkę ogona potwora. Nie mogłam jej zgubić. Po chwili razem z towarzyszem wypadliśmy z bramy wejściowej jednej z wież w szary mrok deszczowego wieczoru. Mimo tak krótkiego czasu spędzonego w zamku zdążyło się już zrobić ciemno.
Lee Sin podtrzymał mnie, gdy stąpając nogą w dużą kałużę po zejściu ze schodów, zachwiałam się. Zgubiłam ją. Więc wszystko na nic. Mimo porażki postanowiłam się nie poddawać i skierowałam swoje kroki w stronę wyższych budynków. Trzeba było znaleźć Garena, bo z dwoma tak upartymi i przerażającymi kobietami mógł mieć problem. Pewnie już został schwytany przez Katarinę a wąż ich znalazł... I co dalej? Czy ten potwór jest po naszej stronie?
Mijałam na ulicy smutnych, starych żebraków i Noxian odzianych w szare łachmany, chodzących bez celu po ulicach. Czułam się okrutnie, paradując w bogato zdobionej kreacji po biednych dzielnicach wśród ludzi mających problemy ze znalezieniem czegoś do jedzenia. Wtedy pod ścianą zauważyłam małego, zziębniętego od deszczu chłopca wtulonego z pieskiem w wypłowiały koc w ciemnozieloną kratę. Momentalnie zrobiło mi się go żal. Chciałam mu jakoś pomóc. Zaczęłam grzebać po kieszeniach, czując wzrok ludzi wbijający mi się w plecy, kark... Jak dostojnicy to znosili? Nagle przypomniałam sobie o kolii, którą miałam na szyi. Nie była mi specjalnie potrzebna, a jemu mogła bardzo pomóc, dlatego podeszłam do chłopca i przykucając obok niego wyciągnęłam rękę z przedmiotem.
- To dla mnie? - spytał w swoim języku, wyraźnie ożywiony. Pokiwałam głową, wplatając mu w palce złotą ozdobę. Nie mógł wymówić słowa przez tą chwilę, ja przez całe życie więc połączył nas moment zrozumienia.
- Widziałeś Cassiopeię? - spytał Lee zza moich pleców.
Chłopiec przytaknął.
- Ścigała dwójkę ludzi. Pobiegli w stronę najbogatszej dzielnicy.
- Dziękuję.
Uśmiechnęłam się do niego, machając na pożegnanie i dwoma rękami podtrzymując suknię pobiegłam dalej, tym razem już obok mojego przyjaciela. Gdy znaleźliśmy się we wskazanym miejscu, powiało chłodem. Wszystko było całkiem puste, ludzie bawili się na balu. A więc to była Cassiopeia? Ta niesamowita siostra Katariny, najpiękniejszy i najskuteczniejszy szpieg? Nigdy jej nie widziałam, ale posłyszane historie robiły swoje. Zatem co się z nią stało? Znaleźliśmy się w ciemnym, ślepym zaułku. Spojrzałam na zegarek. Mało czasu. Zauważyłam postać Cassiopei podążającą powoli ulicą. Ona także musiała ich zgubić. Zaczaiłam się za murem patrząc, jak wyłamuje drzwi i znika w ciemnościach jednej z wież. Ruszyłam za nią po schodach w górę.
- Demacia upadnie! Katarino, teraz to widzę! Upadnie i pociągnie cię za sobą! - usłyszałam syk węża. Po chwili zawtórowało mu bicie zegara wahadłowego.
Bałam się o Garena. Mimo iż moją harfę zostawiłam u przyjaciół ( Lee Sinowi udało się ją odzyskać ) mogłam operować mocą i to właśnie zrobiłam. Słabsza teraz siła mojej muzyki uderzyła w Cassiopeię, rzucając nią o ścianę. Do tej pory zasłaniała wejście. Teraz widziałam Katarinę w objęciach Garena. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Uciekaj! - wrzasnął Lee i popchnął mnie na podłogę, bym uniknęła ciosu węża.
Katarina dostała szału. Chwyciła sztylet i mój drugi przyjaciel w ostatnim momencie odsunął się przed ciosem. Koniec noża wbił się między cegły w ścianie.
- Szybko. - podążyliśmy za Garenem, uciekając pościgowi. W trakcie biegu skracałam sobie sukienkę, o którą się potykałam. Byłam wycieńczona, gdy znaleźliśmy się przy murze. Co się stało? Nie miałam pojęcia. Zmęczenie nie dawało mi trzeźwo myśleć. Odzyskałam panowanie nad sobą dopiero, gdy czułam delikatne kołysanie galopu i pierś Lee Sina, o którą się opierałam.
Nic nie było w porządku.
Cały nasz świat co chwilę się obracał.
Mimo wszystko dzięki komuś byłam szczęśliwa.
Jak można żyć, nie pojmując swojego świata?
piątek, 10 sierpnia 2012
Sona: Wewnętrzna odwaga
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
wszystko czytam. żeby nie było :D pisz dalej :*
OdpowiedzUsuń50 years old Account Coordinator Phil Fishpoole, hailing from Gimli enjoys watching movies like Investigating Sex (a.k.a. Intimate Affairs) and Do it yourself. Took a trip to Historic City of Meknes and drives a Ferrari 250 SWB California Spider. zrodlo
OdpowiedzUsuń