Siedziałam z Janną pod drzewem, połykając w całości słodkie poziomki. Byłam zdenerwowana, że nagle wszyscy zaczęli zwracać na mnie uwagę. Traktować jak pisklę jakiegoś ptaszyska, które trzeba trenować i uczyć, jak się lata. Wszystkie przemyślenia mieszały mi się w głowie, po jakimś czasie nie widziałam już obrazów, tylko wymieszaną nicość jaśniejącą wieloma kolorami tęczy. Chyba zaczynało rzucać mi się na mózg.
Wieczorem wszyscy gdzieś wyszli, zostałam w obozie sama z jakimś wojownikiem, którego imienia nie potrafiłam zapamiętać. Ognisko przygasało leciutko, więc co jakiś czas dorzucałam malutkie drewienka i patrzyłam jak buchają jaśniejącym płomieniem. Nie wiedziałam, czemu wszyscy nagle opuścili obozowisko, ale to musiało mieć jakieś znaczenie dla naszego pobytu tutaj. Korzystając z okazji, spróbowałam przepytać towarzysza.
- Hej, kolego! - zawołałam go, ale on nawet nie drgnął. Siedział na pieńku pozostałym po ściętym drzewie z jedną nogą spuszczoną w dół, drugą ułożoną jak do siadu "po turecku" i nasłuchiwał.
Spojrzałam w rozgwieżdżone niebo, na którym nie widać było śladu ani jednej malutkiej chmurki. Wtedy firmament spowiły strzępy jakby zorzy polarnej. Patrzyłam na to niby w transie, bo nie mogłam uwierzyć. Wtedy dało się usłyszeć głosy. Były niesamowite, niczym z chórów i raz po raz szeptały, to znowu śpiewały, ale nie potrafiłam rozpoznać, o czym mówią. W pewnym momencie ujrzałam, jak mój towarzysz złapał za rękojeść swojej broni. Coś się miało wydarzyć.
- Schowaj się. - szepnął do mnie młodzieniec.
- Ciekawe czemu? Zachowujecie się jak dorośli, którzy...
Wtedy coś ostrego z metalicznym brzękiem wbiło się ostrzem tuż obok mojej szyi.
- Schowaj się, mówię.
Wyciągając ręcznie zdobiony sztylet z drewnianego stelaża namiotu, podrzuciłam go pod nogi mężczyzny i tyłem wpełzłam do namiotu. Nie obyło się bez podglądania. Moja ciekawość nigdy jeszcze nie została dostatecznie zaspokojona, dlatego przyglądałam się przedziwnemu zjawisku przez szparę w materiale.
Towarzysz spojrzał w moją stronę z niezadowoleniem, ale nic już nie mówił, mimo że wiedział o moim teraźniejszym zajęciu. Chwilę później dziwna, snująca się mgła rozpełzła się między namiotami. Widoczność była słaba, jedynie zorze na niebie rzucały jaskrawe poświaty na drzewa i trawę. Wszystko wyglądało na senne i spokojne, ale wiedziałam że tak naprawdę nadchodzi niebezpieczeństwo. W takiej sytuacji nie byłam w stanie siedzieć na miejscu, wyszłam z namiotu i na klęczkach popełzałam w stronę wojownika.
Wtedy ujrzałam coś, czego nie powinnam była widzieć nigdy w życiu...
Siedzący na pieńku znajomy lustrował wzrokiem "moją" stronę obozowiska. Nie zauważył mnie, a ja wtedy dostrzegłam mglistą postać stojącą za nim. Postać miała na głowie kaptur nałożony tak, że mrok zakrywał jej twarz. Długi, czarny płaszcz rozlewał się wkoło niej, falując i wprawiając ziemię w lekkie drgania. Wtedy trupie dłonie zsunęły kaptur i widziałam... Twarz bez mięśni ani skóry. Czaszkę. Kościotrup uniósł ręce w górę, a wojownik nie dotknięty nawet osunął się na kolana i przewrócił. W tym samym momencie wstałam i nie przykrywała mnie już warstwa gęstej mgły.
Następne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Usłyszałam ostatni szept, "Lux, nie", który wydobył się z ust wojownika. Puste oczodoły raczej na mnie nie popatrzyły, ale w tamtym momencie poczułam ciarki na ciele, a siły zaczęły mnie opuszczać. Wtedy, gdy kościotrup stał metr ode mnie, coś z dużą prędkością przecięło powietrze tuż przede mną. Wszystko na chwilę jakby zamarzło, a dziwny przybysz rozpłynął się w powietrzu. Zdążyłam tylko zobaczyć, jak śmiejąca się złowieszczo postać znów nakłada kaptur.
James zatrzymał konia z galopu kilka kroków za mną i błyskawicznie podbiegł do leżącego. Mgła zaczęła się rozrzedzać, widziałam już drzewa na skraju polany.
- Odezwij sie chociaż!
Echo niosło się po lesie. Byłam wciąż przerażona.
- Jak mogłaś? - James już nie miał sił, by na mnie krzyczeć. - Wszystko widziałaś, mogłaś walczyć!
Usłyszałam tętent i po chwili z siwego konia zeskoczyła moja przyjaciółka, od razu zbierając grupę przy nieruchomym towarzyszu. Tylko ja stałam poza jej obrębem, przyciśnięta do drzewa ostrym spojrzeniem Jamesa, znajdującego się metr ode mnie. Otumanienie minęło, a wtedy zachłysnęłam się własnymi łzami i rykiem próbowałam wyrzucić z siebie całe to zło zalegające w sercu... Bolało mnie serce, miałam wrażenie, że chociaż próbuję oddychać moje żebra i mostek zapadają się do wewnątrz. Bałam się wziąć zbyt wiele powietrza na raz, bowiem wrażenie, że płuca mogłyby mi pęknąć było nader realistyczne. W gardle rosła mi wielka gula poczucia winy i strachu. James go nie zabił. On wróci. A ja najprawdopodobniej przed chwilą zabiłam niewinnego człowieka.
piątek, 22 czerwca 2012
Zorza
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ta dam ! Byłam, zobaczyłam, przeczytałam :P
OdpowiedzUsuń... I nie wniosłaś nic nowego.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawa, interesująca historia. Twój styl pisania jest niepowtardzalny i w kazdym zdaniu odkrywam coś nowego. Czytam tekst i zanim się obejrzę już jest po. Historia mnie urzeka, przenoszę się wówczas jako ta trzecia osoba, której tam nie ma i obserwując całą sytuację, przeżywam przygodę razem z bohaterką. Cudnie i wybornie, Milordowo, Luxanno.
OdpowiedzUsuńNo nie wiem. Gdyby tak było pewnie byś czasami czytała ;)
Usuńczytam czytam ale ten ostatni rozdział tak dziwnie poruszył... pozytywnie :)
OdpowiedzUsuńTo w końcu Lux zabiła tego gościa, czy ten Karth... Szkielet? Jezus, przez twój nick, portret etc. wszystko mi się kojarzy z Ligą.
OdpowiedzUsuńA po sztylecie myślałem, że tamten wojownik to Garen a zaraz wyskoczy Katarina ;/
Mogłabyś wtedy wpleść wątek miłosny u wrogów, bo taki mit powstał (Garen x Kata).
To by mogło być dobre. Zastanowię się ;) I w sumie to w tym rozdziale chciałam wrzucić Katę ale mi się wszystko pomieszało :X
UsuńNie wiem, czemu, ale wszystkie komentarze u Oli piszę pod twoimi. Ty weź przestań komentować przede mną!
UsuńI mam nadzieję, że masz dziś czas na rundkę LoLa? Właśnie patchuję.
Z reguły nie gram w niedzielę ale może mi się dzisiaj uda, bo jutro wyjeżdżam. Komentarze u Oli... No cóż, mam pod tym względem dużo do powiedzenia, Ty również, jak mniemam. :D
OdpowiedzUsuńNajlepsze myśli przychodzą po fakcie, na przykład po północy. Tak więc: ja bym zmienił styl pisania na trzecioosobowy, dodał wątki innych postaci, może nawet tych złych, opisał to też ich oczami, pokazał, że dla nich to dobrzy są źli i że tak naprawdę nie ma tu prawdziwych złych. Dodał więcej opisów, powiązania między postaciami, niekoniecznie miłość lub nienawiść, mordekaisera i jego spelle (heavy metal is heavy). Więcej akcji, opisów, zamieszania, punktów widzenia etc. No i trzecioosobowe prowadzenie akcji bym dodał, ale to już twój wybór. Lecz do pozostałych wątków można by ją zastosować, nie wiem, jak by to wyglądało, ale poeksperymentować zawsze można.
OdpowiedzUsuńNie jestem pewna czy w ogóle będę jeszcze prowadziła bloga ;/ coś mi ostatnio nie wychodzi, chyba że po prostu muszę odpocząć i nabrać trochę pomysłów. :)
UsuńProwadzenie akcji w tak różnorodny sposób mogłoby być ciekawe, ale wydaje mi się, że bardzo trudne. Przemyślę to jeszcze. ;)
http://elohell.net/chill/76781/
UsuńWoops :D
Nie wiem, jaki cel był wrzucania tutaj tego linku ale w sumie... Forever alone ;(
Usuń