Stałam tak przez chwilę, nie wiedząc co robić. Nigdy nie miałam żadnej broni w ręce, a teraz miałam jej użyć przeciwko któremuś ze zgromadzonych tutaj wytrawnych wojowników? To jakiś absurd!
Odepchnęłam wyciągniętą rękę towarzysza i sztywnym, szybkim krokiem podążyłam ścieżką w kierunku obozu. Razyr ruszył biegiem za mną, ale Fiona zatrzymała go jedną ręką.
- Nie jest gotowa. Zachowuje się jak dziecko.
Myślałam, że nie ma w niej nic gorszego od tego, że pozbawiła mnie złudzeń odnośnie Jamesa w pierwszy dzień, ale teraz wiedziałam, że jest stanowczą i bezwzględną... To znaczy chodziło mi o to, że kolejna osoba tutaj traktuje siebie jako lepszą od innych.
Minęłam krąg ogniska i skierowałam się w przeciwną stronę - to stamtąd przyszłam, kiedy znalazłam się po raz pierwszy między tymi ludźmi. Niewzruszony nakazem Fiony szedł za mną Razyr. Co chwila przyspieszałam tempo marszu, aby go zgubić. Moje próby były bezsensowne, bo nawet się nie zmęczył.
- Posłuchaj mnie, Luxanno. - zaczął powoli, starając się zwrócić moją uwagę. W tym samym momencie położył mi ręce na ramionach, zatrzymując mnie. Unikałam kontaktu wzrokowego i z trudem powstrzymywałam się od płaczu. - Nie chcemy cię zranić. - Odgarnął mi z czoła niewielki kosmyk zakręconych w loki włosów. - Myślisz, że cię opuścimy?
"Nie" pokręciłam głową i wtedy zaczęłam płakać.
- Chodzi o to, że... - wytarłam policzek wierzchem dłoni, próbując się uspokoić. - Ja chciałabym już wrócić.
Większego kłamstwa nie dało się powiedzieć w tamtym momencie. W rzeczywistości pobyt tu był dla mnie jak wakacje. Na moje złe samopoczucie składała się tylko jedna rzecz. Fiona.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał, a ja przez chwilę byłam przerażona, czy aby wszystkich tych myśli nie wypowiedziałam na głos. Wtedy dotarło do mnie, że Razyr przez cały czas do mnie mówił, a ja wyłapałam tylko ostatni fragment.
- Wybraliśmy ci nauczyciela, wiesz?
Podniosłam głowę, z nadzieją w błękitnych oczach. - Fiona powiedziała, że zrobi z ciebie...
- Pierwszorzędnego zabójcę.
Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy sylwetkę czerwonowłosej opartą o pień lipy i oglądającą paznokcie pokryte krwistym odcieniem lakieru. W tamtej chwili złość się we mnie gotowała. Poczułam ciepło, ale nie tak nieprzyjemne jak to, które zalewa nas gdy jesteśmy czerwoni z wściekłości. To było wiosenne, delikatne ciepło, którym mogłam się bawić. Nawet to zjawisko nie ostudziło mojego gniewu.
- Ty...
Zaczęłam iść w jej stronę z palcem wskazującym skierowanym do przodu, kiedy w pewnym momencie... Motyl podobny do tego, który mnie tu przyprowadził, przefrunął dziesięć metrów dzielące mnie i Fionę i zderzył się z lipą. W tym samym momencie wiekowe drzewo zapłonęło białym płomieniem, który po kilku sekundach zrobił się zwyczajny, pomarańczowy. Stałam na jednej nodze, osłaniając się całą resztą kończyn i nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Kiedy się uspokoiłam, ujrzałam Fionę leżącą trzy metry od drzewa, którą coś wyraźnie odrzuciło w tył. Razyr stał kilka kroków za mną i miał wyraz twarzy przypominający mój podczas oglądania pojedynków. Z tą małą różnicą, że w krótkim czasie zrobił się zupełnie blady.
- A więc tak. Będziemy musieli zmienić ci nauczyciela - wyszeptał zaskoczony.
Fiona posniosła się, otrzepała z igieł i chwyciła się pod boki. Ja wtedy wszystko zrozumiałam. Coś, co uderzyło w lipę nie było motylem. To było światło, płynne światło, którym rzuciłam w czerwonowłosą. Malutkie drobinki światła pozostałe po wybuchu rozpierzchły się po lesie i powoli zanikały. Moja prawa dłoń była zaczerwieniona i bolała, a ja wciąż nie byłam pewna, czy to wszystko się dzieje naprawdę.
- Wszystko widziałem i słyszałem - Ryze przyszedł na miejsce wyrywając nas ze spokojnej nieświadomości. - Brand mówił, że Lux może mieć coś wspólnego ze światłem. Myślę, że przyda mi się taki uczeń. - Mężczyzna położył mi rękę na ramieniu i poprowadził w stronę obozu. Dołączyła do nas jak zawsze zrównoważona Janna, która bezskutecznie starała się mnie uspokoić. Bezskutecznie dlatego, że wcale nie byłam już zdenerwowana. Odwróciłam się i jedyną rzeczą, na którą zwróciłam uwagę była Fiona stojąca z założonymi rękami i opierająca się o spalone drzewo. Kręciła przecząco głową z przesłaniem "ty się nigdy nie nauczysz".
czwartek, 21 czerwca 2012
Światełko w tunelu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Fajny rozdział !! Ale serio, podoba mi się :D
OdpowiedzUsuńPisałam go w nocy, że aż szlaban dostałam ^^
UsuńBardzo mi się podobał opis tego trafienia Fiony. Naprawdę trudno się było zorientować z początku, że to moc Lux i zakładam, że o to Ci chodziło ;) Wciąga mnie coraz bardziej. :)
OdpowiedzUsuńPocieszasz mnie w mej niedoli, panienko ^^
OdpowiedzUsuńLux podpalaczka :O
OdpowiedzUsuńAle czemu ją chciałaś zabić? Ona fajna jest i nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z Fiorą, The Grand Duelist... Ciekawe, co jeszcze władujesz do tej historii... Hah, świetnie się czyta. I muszę powiedzieć, że akcja troszkę bardziej mnie ciekawi, niż wątki miłosne, ale to chyba każdego chłopaka.
Taki miałam zamiar :D Nie miało być zabijania, to jest niekontrolowane bo ona jeszcze nie rozumie jak ogarnąć tą moc ;) I dobrze się kojarzy, bo taki był plan. Szczerze mówiąc chciałam pozmieniać wszystkie imiona, ale się do nich przyzwyczaiłam (:
Usuń