Przez kilka następnych godzin snułam się po obozie. Poznałam już chyba wszystkich, ale niektórych imion wciąż nie mogłam zapamiętać. Jedno pytanie wciąż nie dawało mi spokoju: co ja tu robię i gdzie jestem? Wszyscy znajomi pewnie bardzo się o mnie martwili a ja nie miałam praktycznie szans na znalezienie drogi do domu. Nawet nie próbowałam już zrozumieć dziwnego zachowania obozowiczów. Mężczyźni co chwilę dokądś wychodzili: "na zwiady", "na polowanie", po czym przynosili dziwne trofea w postaci wiszącego pasztetu ( zająca ), tudzież hełmu albo żelaznej broni. Przerażało mnie to trochę, bo wciąż nie dostrzegłam w ich zachowaniu ani odrobiny ironii. Wszystko było takie naturalne, tak perfekcyjne.
Kobiet naliczyłam tutaj całe cztery, łącznie ze mną. Zauważyłam, że poza Fioną, tą czerwonowłosą dyktatorką, żadna z nich nie wychodzi z obozu. Poza nami dwoma i Janną była jeszcze Sona, która prawie w ogóle się nie odzywała. A może w ogóle?
Korzystając z okazji podeszłam do Janny gotującej obiadokolację. Duży kocioł mosiężny należało powiesić nad ogniskiem i można było gotować zupy. Bałam się spytać, co tym razem przygotowuje moja nowa znajoma.
- Znaleźć ci jakieś zajęcie? - spytała, jeszcze zanim mnie ujrzała czy usłyszała. Normalni ludzie tak nie robią! Chyba, że Janna skrywa jakieś magiczne sztuczki. To bym była w stanie zrozumieć. - Widzę, że się nudzisz.
- To nie do końca prawda. - zaczęłam. - Chciałam porozmawiać.
Kobieta popatrzyła na mnie spod długich rzęs, a ja zrozumiałam, że odpowie na większość pytań. Pewnie tych ogólnych, bo prawie się nie znamy a o życie prywatne ciężko spytać nowych znajomych.
- Czy nie dałoby się jakoś dojść stąd do miasta...?
Janna zrobiła wielkie oczy, po czym wybuchnęła śmiechem. Był tak piękny, niemal perlisty a mnie najzwyczajniej irytował. To niewłaściwy moment na śmiech.
- Nikomu z nas nie udało się stąd wynieść. - zaczęła mieszać gorącą zupę. - Widocznie jest powód, dlaczego znaleźliśmy się w Sheridan.
- Sheridan? Co to takiego?
Cały czas powstrzymywała się, żeby nie parsknąć śmiechem. Bardzo śmieszne. Zgubiłam się a ona mi bajki opowiada!
- Jesteśmy teraz obok jednego z mniejszych Noksyjskich miast o nazwie Sheridan. Jest silnie ufortyfikowane i taka mała grupka partyzantów jak my musi bardzo uważać. Myślałaś, że się bawimy w średniowiecze? - znowu ryknęła śmiechem. Wyraźnie się ze mnie nabijała. W tamtym momencie miałam ochotę ją wrzucić do tego garnka!
- Nie przejmuj się nią. - zza moich pleców usłyszałam głos Razyra. Już potrafiłam go rozpoznać spośród innych. - Janna nie jest do końca zdrowa psychicznie.
Zachichotał, a ja mu zawtórowałam. Towarzyszka udała obrażoną i wzięła od niego poziomki, które przyniósł. Od zawsze lubiłam poziomki.
- Jesteśmy na terenie nieprzyjacielskiego państwa. - zaczął wyjaśniać. - Nie wiem, jakie mamy zadanie, ale skoro tu jesteśmy to coś musi znaczyć. Wiesz, dlaczego trafiłaś do nas, Lux?
Zaprzeczyłam. Mój pobyt tutaj był dla mnie ogromną zagadką, ale o dziwo nie było mi trudno w to wszystko uwierzyć. Miałam tylko nadzieję, że nie wkręcają mnie w jakiś bardzo inteligentny dowcip...
- Najprawdopodobniej masz jakieś niezwykłe zdolności, jesteś w czymś odmienna od innych.
Zastanowiłam się. Nic mi o tym nie było wiadomo.
- Jestem w stanie to pojąć. Czy wiecie, jak się tu dostaliście? Bo mam rozumieć, że podobnie jak ja jesteście normalnymi ludźmi, z normalnej Planety Ziemi i XXI wieku, a nie jakimiś psycholami z Noxus, którzy chcą zniszczyć świat tudzież przejąć nad nim władzę? - trochę się rozkręciłam. Teraz już zwyczajnie z nich drwiłam.
- Tak. Wszyscy jesteśmy z Polski, mamy zwykłe imiona i rodziny. - odparł niewzruszony.
- Nie wolno nam używać zwykłych imion. Wkrótce się o tym przekonasz - wtrąciła Janna.
Teraz to zrozumiałam. Byli tu z konieczności, z konieczności polowali na zające i ubierali się w dziwną odzież. Zaczęłam im współczuć, nawet nie myśląc o sobie. To musiało być przykre...
Wtedy wyłapałam spojrzenie Janny utkwione w Razyrze. Była trochę zarumieniona i zakłopotana. Przestałam zajmować się moim beznadziejnym położeniem. Wygląda na to, że trzeba będzie pobawić się w swatkę!
czwartek, 14 czerwca 2012
Przejaśnienia
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
LOL :D Jeśli nie jestem do końca pewna czy rozumiem to co czytam, to wiedz, że coś się dzieje :P Ale nie no, rozdziałek spoczko wyszedł :3
OdpowiedzUsuńTzn. nie rozumiesz? Masz rację, przydałoby się coś z tym zrobić...
OdpowiedzUsuńJa nawet większość rozumiem, tylko jednej rzeczy nie za bardzo. Oni wszyscy pochodzą z Polski i nie wolno im używać prawdziwych imion, więc mają te Razyr, Janna itd. W takim razie Lux też zapewne miała inne imię na Ziemi. To skąd wiedziała, że teraz nazywa się Luxanna? Jak na początku przedstawiała się Razyrowi od razu wiedziała, jakie nosi teraz imię. Czy to za sprawą jakiejś magii? Czy to wyjaśni się w następnych rozdziałach i na razie nie wolno Ci nic powiedzieć? ;) <3
OdpowiedzUsuńNie od razu. Nie zauważyłaś, że była na początku zdezorientowana? To prawda, miałam to tutaj napisać ale zapomniałam :D spróbuję wcisnąć w następnym ;)
OdpowiedzUsuń"Janna boss", Janna i Sona... Hmm, może powiedz jeszcze, że opiekują się razem z Soraką i Taricem resztą grupy...?
OdpowiedzUsuńhttp://attach.games.hehagame.com/uploads/120602/64_151843_1.jpg
Musiałem to tutaj wrzucić ;)
Ciekawe, a pomieszanie uniwersów oraz dodanie jeszcze szczypty czegoś "od siebie" robi z tego opowiadania naprawdę obiecującą przygodę. Gratuluję pomysłu i mam nadzieję na więcej.
Przeraziłam się na początku widząc komentarz, ale w sumie nie jest źle ;) Blog miał być treningowy, wyszło jak wyszło :D dziękuję i pozdrawiam
Usuń