Po dwóch dniach zaczęłam przyzwyczajać się do tego dziwactwa, które tu się wyprawiało. Polubiłam Jannę, która mimo swoich złośliwości była całkiem porządną przyjaciółką. Lubiłam jej potrawy, przygotowywane zawsze z uwagą i dokładnością. Nie wiedziałam, w jaki sposób jej się to udawało, ale nie pytałam - bo po co? Wciąż nie miałam stałego miejsca, stanowiska, w obozie ale zaoferowałam się, że będę się zajmowała zwierzętami i obowiązek ten sumiennie wypełniałam.
Moim ulubionym miejscem został basenik na strumyku ( z wiadomych powodów ). Często tutaj przychodziłam, moczyłam nogi w wodzie albo przeciągałam patykiem po gładkiej tafli, która czym bliżej tamy, tym stawała się bardziej pomarszczona i porywista. Dwa dni po moim przybyciu tutaj miało miejsce niezwykłe zdarzenie.
Poszłam w górę rzeki, wzdłuż omszałych i gdzieniegdzie pokrytych glonami traw. Tutaj woda płynęła szybciej, była chłodniejsza i czystsza niż w dalszym nurcie. Tutaj wszystko wyglądało na niesamowite i niemal chłonęło magię jak gąbka. Po kilkunastu minutach brodzenia w płytkiej wodzie dotarłam do szerszego korytarza, gdzie dało się wyjść na ląd. Trawa nurzała się tu w wodzie, kołysana powolnym prądem. Wszystko wydawało się być rozświetlone i jaśniejące łagodnym blaskiem.
Oszołomiona moim odkryciem, gdy wracałam, z rozpędu wpadłam na czyjąś sylwetkę. James podtrzymał mnie i zobaczyłam szeroki uśmiech na jego twarzy. Nie potrafiłam tego nie odwzajemnić.
- Witaj, Lux.
Pomachałam mu koniuszkami palców, a wtedy mimo niewielkiej odległości, zaczął iść w moim kierunku... Byłam trochę zaskoczona, cofnęłam się i wskoczyłam do strumyka, który sięgał mi po pas. Nic na to nie poradzę, że byłam ubrana, po prostu było ciepło, a on zaczynał podchodzić zdecydowanie za blisko. Zdziwiło mnie to, że James także wszedł do wody. Był tuż obok mnie, właściwie przede mną, a ja nie potrafiłam się oprzeć pragnieniu, żeby na niego patrzeć. Najchętniej zamknęłabym go w klatce, ale resztę już pewnie znacie.
- Dlaczego to się dzieje? - zaczęłam trochę nieskładnie, ale już dalej nie musiałam nic mówić.
Chłopak podniósł mnie i posadził na brzegu tak, że nogi do kolan trzymałam w wodzie. Stał tak tuż przy mnie, rękami opierając się o ziemię po obu moich stronach.
- Uciekniesz mi?
Kiedy pokręciłam przecząco głową, nachylił się nade mną i zaczął całować, z początku delikatnie, po szyi, potem coraz wyżej aż w końcu odnalazł usta i mogłam odwzajemnić pocałunek. Trwaliśmy tak przez chwilę, która niby zamrożona wydawała mi się wiecznością. Jakże cudowną wiecznością... Przysunęłam się bliżej, żeby poczuć ciepło, jakie biło od innej istoty. Od zupełnie innego człowieka. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś uda mi się osiągnąć coś takiego.
I usłyszałam kroki. Wołanie. Działo się to samo co parę dni temu. Głos Fiony rozdarł delikatną atmosferę, jaką napawałam się przez dwie poprzednie minuty, które teraz już nie wydawały mi się takie długie. To była kropla w oceanie.
Mimo tej sytuacji James nie przestawał mnie całować. Z jednej strony rozdzierał mnie strach, z drugiej niesamowita lekkość i cudowność tego uczucia, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam. I wtedy przyszła ona.
A ja się obudziłam.
Dzięki za wsparcie, miałam małą przerwę, ale to przez brak czasu, mam nadzieję że to nadrobię ;) Hm... Myślałam, że się dobrze ukryłam, ale mnie znaleźli... Teraz czekam, aż rozpęta się piekło. Do następnego posta :)
Moim ulubionym miejscem został basenik na strumyku ( z wiadomych powodów ). Często tutaj przychodziłam, moczyłam nogi w wodzie albo przeciągałam patykiem po gładkiej tafli, która czym bliżej tamy, tym stawała się bardziej pomarszczona i porywista. Dwa dni po moim przybyciu tutaj miało miejsce niezwykłe zdarzenie.
Poszłam w górę rzeki, wzdłuż omszałych i gdzieniegdzie pokrytych glonami traw. Tutaj woda płynęła szybciej, była chłodniejsza i czystsza niż w dalszym nurcie. Tutaj wszystko wyglądało na niesamowite i niemal chłonęło magię jak gąbka. Po kilkunastu minutach brodzenia w płytkiej wodzie dotarłam do szerszego korytarza, gdzie dało się wyjść na ląd. Trawa nurzała się tu w wodzie, kołysana powolnym prądem. Wszystko wydawało się być rozświetlone i jaśniejące łagodnym blaskiem.
Oszołomiona moim odkryciem, gdy wracałam, z rozpędu wpadłam na czyjąś sylwetkę. James podtrzymał mnie i zobaczyłam szeroki uśmiech na jego twarzy. Nie potrafiłam tego nie odwzajemnić.
- Witaj, Lux.
Pomachałam mu koniuszkami palców, a wtedy mimo niewielkiej odległości, zaczął iść w moim kierunku... Byłam trochę zaskoczona, cofnęłam się i wskoczyłam do strumyka, który sięgał mi po pas. Nic na to nie poradzę, że byłam ubrana, po prostu było ciepło, a on zaczynał podchodzić zdecydowanie za blisko. Zdziwiło mnie to, że James także wszedł do wody. Był tuż obok mnie, właściwie przede mną, a ja nie potrafiłam się oprzeć pragnieniu, żeby na niego patrzeć. Najchętniej zamknęłabym go w klatce, ale resztę już pewnie znacie.
- Dlaczego to się dzieje? - zaczęłam trochę nieskładnie, ale już dalej nie musiałam nic mówić.
Chłopak podniósł mnie i posadził na brzegu tak, że nogi do kolan trzymałam w wodzie. Stał tak tuż przy mnie, rękami opierając się o ziemię po obu moich stronach.
- Uciekniesz mi?
Kiedy pokręciłam przecząco głową, nachylił się nade mną i zaczął całować, z początku delikatnie, po szyi, potem coraz wyżej aż w końcu odnalazł usta i mogłam odwzajemnić pocałunek. Trwaliśmy tak przez chwilę, która niby zamrożona wydawała mi się wiecznością. Jakże cudowną wiecznością... Przysunęłam się bliżej, żeby poczuć ciepło, jakie biło od innej istoty. Od zupełnie innego człowieka. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś uda mi się osiągnąć coś takiego.
I usłyszałam kroki. Wołanie. Działo się to samo co parę dni temu. Głos Fiony rozdarł delikatną atmosferę, jaką napawałam się przez dwie poprzednie minuty, które teraz już nie wydawały mi się takie długie. To była kropla w oceanie.
Mimo tej sytuacji James nie przestawał mnie całować. Z jednej strony rozdzierał mnie strach, z drugiej niesamowita lekkość i cudowność tego uczucia, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam. I wtedy przyszła ona.
A ja się obudziłam.
Dzięki za wsparcie, miałam małą przerwę, ale to przez brak czasu, mam nadzieję że to nadrobię ;) Hm... Myślałam, że się dobrze ukryłam, ale mnie znaleźli... Teraz czekam, aż rozpęta się piekło. Do następnego posta :)
:D krótki ale fajny :P Mi się podoba i będę czytać ;)
OdpowiedzUsuńTak, dość krótki. Ale jest i tak dobrze. A to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to nie to, że ONA PRZYSZŁA. Tylko samo, samiutkie ostatnie zdanie. Bardzo oryginalnie napisane zakończenie, spodziewałem się przedostatniego zdania, było, ale to o przebudzeniu... Perfect! Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńNo i taki miał być efekt! Super, że wreszcie coś się udało i dziękuję bardzo za śledzenie mojej destrukcyjnej działalności na tym blogu :D
UsuńLol, czytając na początku, pomyślałam: "Kurczę, jak to się szybko dzieje...", a potem zauważyłam, że to sen... Genialnie napisane :) Oby tak dalej :*
OdpowiedzUsuńSzybko się dzieje, powiadasz? Czytasz blog Oli i Tusi, tam się dopiero szybko dzieje ;)
OdpowiedzUsuń