środa, 13 czerwca 2012

Początek

Wstałam z ziemi i otrzepałam błękitną sukienkę z igieł i zeschłych liści. Co się stało? Nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Bolała mnie głowa, a dłonie pulsowały dość mocno, jakby z braku dopływu krwi. Musiałam na nich leżeć.
Wciąż ledwo stałam na nogach, a przed oczami raz po raz pojawiały się plamy różnych kolorów i odcieni. "Co ja tu robię?", "Czy mi się to śni?" - zadawałam sobie te pytania na przemian wciąż nie potrafiąc złożyć wszystkiego w całość. Kiedy wzrok się trochę uspokoił zaczęły do mnie docierać bardziej trzeźwe myśli. Myślałam nad nieudaną próbą zamachu czy porwania, której zostałam ofiarą oraz nad tym, że nie mam pojęcia, gdzie jestem. Wszystko wyglądało na takie obce...
Liście cicho szumiały nad moją głową. Nie rozpoznawałam tych drzew, ale dotarło do mnie, że jestem chyba w zagajniku nieopodal domu. Kilkadziesiąt metrów w którąkolwiek stronę i znajdę cywilizację. Albo przy odrobinie szczęścia znajdzie mnie jakiś człowiek spacerujący z psem. Czułam delikatny zapach rosy i nadchodzącego wieczoru. Musiałam tu spędzić kilka godzin... A co, jeśli kilka dni? Nie. Miałam czyste włosy, więc nie mogło to być więcej niż kilka godzin. Myłam je przed wyjściem na próbę zespołu.
Wciąż obolała ruszyłam w stronę prześwitujących promieni słonecznych. Na moim osiedlu nie miałam pojęcia, z której strony jest północ, więc tutaj takie bajery na niewiele by się zdały.
Po pół godzinie krążenia po lesie nadal nic nie wyglądało znajomo. Co gorsza - gaj zagęścił się i teraz oprócz drzew i krzewinek jagodowych były także krzewy i cierniste zarośla, w które nie miałam ochoty wchodzić zważając na odsłonięte nogi. Zaczynało się robić chłodno. Zmęczona wydarzeniami dość nienaturalnymi jak na zwyczajną sobotę usiadłam na wilgotnej ściółce i zaczęłam chlipać pod nosem. Nie wiem na co liczyłam. Pomoc? Od kogo? Było pusto. Zgubiłam się. Po chwili cichy płacz przerodził się w ryk zdesperowanej nastolatki, która nie miała pojęcia, co zrobić.
Wtedy ktoś zasłonił mi dłonią usta i skrępował ręce. Przez chwilę byłam zaskoczona, ale szybko otumanienie minęło i zaczęłam wyszarpywać się z rąk napastnika. Młody mężczyzna wyszedł przede mnie i nadal trzymając mi rękę na ustach pokazał gestem, że mam być cicho. Trochę wybiło mnie to z toku myślenia. O co w tym wszystkim chodzi?
- Cii! - Szepnął do mnie młodzieniec. - Tu jest niebezpiecznie.
Przestałam płakać, pociągałam tylko nosem kiedy założył mi na plecy jakiś płaszcz.
- Co się stało z miastem? Miasta nie znikają... - Jeszcze w szoku plątałam się w wypowiedziach.
- Chodź, postaram się wszystko ci wytłumaczyć.
Pomógł mi wstać i gestem nakazał pójście za nim.
- Wszystko w porządku?
Pokiwałam głową, ciągle zdezorientowana.
- Cieszę się, że cię znalazłem. Nocy tutaj mogłabyś nie przeżyć.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale szybkim krokiem starałam się nadążać za wyższym ode mnie o głowę towarzyszem. Teraz dopiero mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. Miał jasne włosy i niebieskie oczy, ale wyglądał raczej przeciętnie. Ot, chłopaczek z sąsiedztwa. Dużo bardziej przerażało mnie jego ubranie i przedmioty, które miał ze sobą. Na plecy zarzucony miał ciemny płaszcz, taki, jaki teraz był także na mnie. Spod spodu wystawała granatowa, rozpięta koszula a na szyi przewieszony był wisiorek z fioletowym... Czymś. Chłopak szedł szybko, więc nie byłam do końca pewna czy to coś to skorpion, czy raczej pająk. Jak na taką osobę to dość nietypowe, przynajmniej tak mi się wydawało. Najdziwniejsze jednak było to, że mój nowy znajomy u pasa zawiązany miał miecz? Miecz? Nie znałam się na broniach. Mogła to być równie dobrze szpada albo floret. Wyglądał na miecz. Nie wiem.
Po półgodzinnej wędrówce dotarliśmy do małej polany. ciemność powoli zalewała tę małą dolinkę bez drzew i tylko jasny płomień ogniska rzucał dookoła pomarańczową poświatę. Wokół płomieni zgromadzonych było kilka do kilkunastu osób. Obleciał mnie strach.
- Wydaje mi się, że się nie przedstawiłem. - Towarzysz uśmiechnął się. - Wszystkich pewnie poznasz w krótkim czasie. Ja jestem Razyr. A ty?
Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje. Chłopak przywołał mnie do porządku. Bez zastanowienia powiedziałam:
- Luxanna. Mam na imię Lux.

Cześć po raz kolejny. Mam do Was małe pytanie. Warto publikować link do piosenek, których słucham podczas pisania konkretnego rozdziału? Wiem, że ludzie mają naprawdę różne gusta, ale może komuś się spodoba? Nie trzeba słuchać. Mam nadzieję, że blog jest w porządku. Proszę o ostrą krytykę, przecież trzeba się dokształcać ;) Pozdrowienia <3

6 komentarzy:

  1. Jest zacnie :P Pisz dalej i zobaczymy co z tego wyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do pytania: Nie, wiem. Rób jak chcesz. Ja tam nie przepadam za słuchaniem i czytaniem w jednym momencie. Trudno się skupić, ale jeśli masz ochotę, to nie mam nic przeciwko. Może ktoś posłucha :)
    Co do rozdziału: Tak, nie lubię fantasy. Ale myślę, że do tego pasuje jedno słowo: interesujące. Serio. Zaczęłam się powoli wciągać i mam nadzieję, że bd wszystko rozumieć. Daj linka jak wrzucisz coś nowego :) Pisz, bo to nikomu jeszcze nie zaszkodziło!!! :)
    Alex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa otuchy, dziękuję. Postaram się przedstawić wszystko najprościej jak się da bo jeśli chodzi o pisanie tego bloga, główny element jeszcze czeka. Wcale nie chodzi tu o magię, ale klimat trzeba jakoś nakreślić :) Każdy blogger ma swoje sposoby <3

      Usuń
  3. MartWa!!! Ja cię bardzo proszę! Oczy bolą od tych literek! A poza tym do Oli: JAKIEGO LINKA?!! Bo się fochnę! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że Linka wspomni o "linku" ;) A co do opowiadania - Marta, prosisz o ostrą krytykę, ale ja naprawdę nie widzę, co tu można krytykować. Ty masz dar pisania i to się naprawdę fajnie czyta. Jest magia, jest pewna tajemniczość... Nic tylko czekać do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha link. Odnośnik do strony. Na jaki kolor zmienić literki?

    OdpowiedzUsuń