Serce tłukło się jak oszalałe, a mój oddech był nierówny. Znowu to samo - po raz kolejny we śnie odgrywałam zgrabniejszą wersję wydarzeń, z własnym, tragicznym zakończeniem... Mój mózg powoli przestawał działać prawidłowo. Miałam dwa wyjścia. Albo dać sobie spokój z Jamesem, albo nie i wtedy nadal niszczyć sobie psychikę. Wolałam się nad tym na razie nie zastanawiać.
Chociaż nadal było ciemno, wypełzłam z namiotu i do świtu siedziałam z nogami przytulonymi do piersi na moim miejscu przy wygasłym ognisku. Byłam zdenerwowana, kiedy jako pierwszy rano obudził się on... Na szczęście mnie nie zauważył, tylko ruszył gdzieś w las biorąc łuk w dłoń. Kilkanaście, może kilkadziesiąt minut później kobiety z obozu zaczęły krzątać się przygotowując śniadanie. Bez wahania zaoferowałam moją pomoc.
- Dlaczego wszyscy stąd wychodzą a ja muszę siedzieć na miejscu? - zapytałam Janny nagle zdając sobie sprawę z tego, że zabrzmiałam jak dziecko.
- Zadania są niebezpieczne, a ty nie potrafisz się bronić. Jeździsz konno?
- Trochę tak - odrzekłam bez namysłu.
- Widzisz, sama ucieczka nie wystarczy. Powinnaś posiadać umiejętności pozwalające przynajmniej na zatrzymanie wroga, niekoniecznie od razu zabicie go.
- Ty potrafisz?
- Walczę tylko z przymusu. Już ci tłumaczyłam, że nie ja tu jestem od przemocy. - Wytarła ręce i zaczęła rozdawać półmiski z jedzeniem.
- A kto? Kto jest od tego?
- Porozmawiam dzisiaj z Razyrem, może uda nam się zacząć cię szkolić! - zawołała, oddalając się.
Nie było to nic nowego. Ja, jak zwykle odrzucona i potraktowana jak małe dziecko.
***
Po południu towarzysze nie chcieli mi zdradzić, dokąd mnie prowadzą. Szliśmy wąską ścieżką między skałami i drzewami, bardzo wiekowymi jak na moje oko. Niedługo później wszyscy znaleźliśmy się na dużej otwartej przestrzeni, polanie, dwa razy większej od tej na której rozłożono obozowisko. Poproszono mnie, bym usiadła pod drzewem i wszystko się zaczęło.
- Zobaczysz dzisiaj pojedynki, a może nawet sama spróbujesz. - zaczął Brand, przysiadając koło mnie. Od rozpoczęcia mojego pobytu tutaj wydawał mi się dziwny. Może były to tylko domysły, ale nie wyglądał na kogoś, kto najzwyczajniej żyje swoim życiem jak normalny człowiek.
- Mam nadzieję. Wszyscy stąd wychodzicie, najdalsze miejsce, w jakim tu byłam to chyba to w którym znalazł mnie Razyr.
Brand uśmiechnął się.
- Przydzielą ci nauczyciela. Tylko rozumiesz, nie takiego starszego pana z bródką, tylko kogoś z nas, będziesz musiała wybrać specjalizację według swoich umiejętności. Potrafisz coś w ogóle?
Pokręciłam przecząco głową.
- Chodzi ci o coś... Nadzwyczajnego?
- Owszem.
- No cóż. - Nie miałam specjalnych umiejętności. Byłam zwykłą nastolatką, która miała wprawdzie swój świat, ale nie nadzwyczajny... Chyba że... - Brand?
- Słucham? - Odwrócił się do mnie, kątem oka spoglądając na Fionę i Ryze przygotowujących się do pojedynku.
- Czy do nadzwyczajnych umiejętności zalicza się wysadzanie żarówek i różnych sprzętów elektronicznych?
Zmarszczył się. Było to dziwne, bo powinien się roześmiać, poklepać mnie po plecach i stwierdzić, że chyba sobie żartuję.
- Ostatnio wysadziłam gitarę elektryczną, tuż przed tym, jak motyl mnie tu przyniósł...
- Co? Co powiedziałaś? - Brand był tym wyraźnie zainteresowany. Postanowiłam mu opowiedzieć o wydarzeniach, które działy się zanim się tu znalazłam. Powiedziałam wszystko, z najmniejszymi szczegółami. - To bardzo ciekawe, jeszcze nie spotkałem się z czymś takim...
Wtedy rozpoczęła się gorączkowa walka pierwszej pary. To, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Fiona po rycerskim powitaniu zaczęła szybko i sprawnie atakować niskiego przeciwnika. Ryze nie miał nic przeciwko, bo idealnie odpierał każdy atak... Rzucając w kobietę kulami energii, które pojawiały się znikąd! Zwyczajnie otwierał dłoń, nad którą nagle zaczęła unosić się fioletowoniebieska bezkształtna masa, jarząca się jasnym płomieniem i oświetlająca trawę, na której toczyli walkę. Siedziałam tak z coraz szerzej otwartymi ustami, nie mogąc pojąć, co się dzieje. Brand siedział obok mnie i świetnie się bawił, spoglądając to na walczących, to na mnie.
- Nie powinno cię to dziwić. - Stwierdził po tym, jak przeciwnicy podeszli do nas. Fiona po wygranym pojedynku, Ryze po przegranym. - Już niedługo ciebie czeka to samo a mogę się założyć, że będziesz jeszcze bardziej niezwykła w toczonej walce.
Nie myślałam nad tym. Wciąż spoglądałam na kobietę pijącą teraz wodę, która przed chwilą za pomocą szpady powaliła na kolana... Maga? Czy czymkolwiek on był. Rozmawiając dalej z Brandem przyglądałam się kolejnym pojedynkom toczonym przez wszystkich uczestników obozu. Każdy następny coraz bardziej mnie przerażał... Czy to się działo naprawdę? Moje otumanienie zostało przerwane, kiedy Razyr przywołał mnie do siebie.
- Nie wiemy co potrafisz, ale z pewnością niedługo będziesz mogła pokonać niejednego z nas.
Pokiwałam głową, a on wręczył mi niewielkich rozmiarów floret.
- Teraz twoja kolej.
Chociaż nadal było ciemno, wypełzłam z namiotu i do świtu siedziałam z nogami przytulonymi do piersi na moim miejscu przy wygasłym ognisku. Byłam zdenerwowana, kiedy jako pierwszy rano obudził się on... Na szczęście mnie nie zauważył, tylko ruszył gdzieś w las biorąc łuk w dłoń. Kilkanaście, może kilkadziesiąt minut później kobiety z obozu zaczęły krzątać się przygotowując śniadanie. Bez wahania zaoferowałam moją pomoc.
- Dlaczego wszyscy stąd wychodzą a ja muszę siedzieć na miejscu? - zapytałam Janny nagle zdając sobie sprawę z tego, że zabrzmiałam jak dziecko.
- Zadania są niebezpieczne, a ty nie potrafisz się bronić. Jeździsz konno?
- Trochę tak - odrzekłam bez namysłu.
- Widzisz, sama ucieczka nie wystarczy. Powinnaś posiadać umiejętności pozwalające przynajmniej na zatrzymanie wroga, niekoniecznie od razu zabicie go.
- Ty potrafisz?
- Walczę tylko z przymusu. Już ci tłumaczyłam, że nie ja tu jestem od przemocy. - Wytarła ręce i zaczęła rozdawać półmiski z jedzeniem.
- A kto? Kto jest od tego?
- Porozmawiam dzisiaj z Razyrem, może uda nam się zacząć cię szkolić! - zawołała, oddalając się.
Nie było to nic nowego. Ja, jak zwykle odrzucona i potraktowana jak małe dziecko.
***
Po południu towarzysze nie chcieli mi zdradzić, dokąd mnie prowadzą. Szliśmy wąską ścieżką między skałami i drzewami, bardzo wiekowymi jak na moje oko. Niedługo później wszyscy znaleźliśmy się na dużej otwartej przestrzeni, polanie, dwa razy większej od tej na której rozłożono obozowisko. Poproszono mnie, bym usiadła pod drzewem i wszystko się zaczęło.
- Zobaczysz dzisiaj pojedynki, a może nawet sama spróbujesz. - zaczął Brand, przysiadając koło mnie. Od rozpoczęcia mojego pobytu tutaj wydawał mi się dziwny. Może były to tylko domysły, ale nie wyglądał na kogoś, kto najzwyczajniej żyje swoim życiem jak normalny człowiek.
- Mam nadzieję. Wszyscy stąd wychodzicie, najdalsze miejsce, w jakim tu byłam to chyba to w którym znalazł mnie Razyr.
Brand uśmiechnął się.
- Przydzielą ci nauczyciela. Tylko rozumiesz, nie takiego starszego pana z bródką, tylko kogoś z nas, będziesz musiała wybrać specjalizację według swoich umiejętności. Potrafisz coś w ogóle?
Pokręciłam przecząco głową.
- Chodzi ci o coś... Nadzwyczajnego?
- Owszem.
- No cóż. - Nie miałam specjalnych umiejętności. Byłam zwykłą nastolatką, która miała wprawdzie swój świat, ale nie nadzwyczajny... Chyba że... - Brand?
- Słucham? - Odwrócił się do mnie, kątem oka spoglądając na Fionę i Ryze przygotowujących się do pojedynku.
- Czy do nadzwyczajnych umiejętności zalicza się wysadzanie żarówek i różnych sprzętów elektronicznych?
Zmarszczył się. Było to dziwne, bo powinien się roześmiać, poklepać mnie po plecach i stwierdzić, że chyba sobie żartuję.
- Ostatnio wysadziłam gitarę elektryczną, tuż przed tym, jak motyl mnie tu przyniósł...
- Co? Co powiedziałaś? - Brand był tym wyraźnie zainteresowany. Postanowiłam mu opowiedzieć o wydarzeniach, które działy się zanim się tu znalazłam. Powiedziałam wszystko, z najmniejszymi szczegółami. - To bardzo ciekawe, jeszcze nie spotkałem się z czymś takim...
Wtedy rozpoczęła się gorączkowa walka pierwszej pary. To, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Fiona po rycerskim powitaniu zaczęła szybko i sprawnie atakować niskiego przeciwnika. Ryze nie miał nic przeciwko, bo idealnie odpierał każdy atak... Rzucając w kobietę kulami energii, które pojawiały się znikąd! Zwyczajnie otwierał dłoń, nad którą nagle zaczęła unosić się fioletowoniebieska bezkształtna masa, jarząca się jasnym płomieniem i oświetlająca trawę, na której toczyli walkę. Siedziałam tak z coraz szerzej otwartymi ustami, nie mogąc pojąć, co się dzieje. Brand siedział obok mnie i świetnie się bawił, spoglądając to na walczących, to na mnie.
- Nie powinno cię to dziwić. - Stwierdził po tym, jak przeciwnicy podeszli do nas. Fiona po wygranym pojedynku, Ryze po przegranym. - Już niedługo ciebie czeka to samo a mogę się założyć, że będziesz jeszcze bardziej niezwykła w toczonej walce.
Nie myślałam nad tym. Wciąż spoglądałam na kobietę pijącą teraz wodę, która przed chwilą za pomocą szpady powaliła na kolana... Maga? Czy czymkolwiek on był. Rozmawiając dalej z Brandem przyglądałam się kolejnym pojedynkom toczonym przez wszystkich uczestników obozu. Każdy następny coraz bardziej mnie przerażał... Czy to się działo naprawdę? Moje otumanienie zostało przerwane, kiedy Razyr przywołał mnie do siebie.
- Nie wiemy co potrafisz, ale z pewnością niedługo będziesz mogła pokonać niejednego z nas.
Pokiwałam głową, a on wręczył mi niewielkich rozmiarów floret.
- Teraz twoja kolej.
Haha LOL :D Dialogi :P Dialogi to zło ;) Nie no spoko jest :)
OdpowiedzUsuńLubie czytać dialogi i pisać ich treść aczkolwiek nie mam pojęcia kiedy po myślnikach dawać wielkie litery i niezmiernie mnie to irytuje -.-
UsuńCicho, dialogi są super :D
OdpowiedzUsuńBardzo fajne, ciekawi mnie, jak przedstawisz moc głównej bohaterki oraz jak ją "wyekwipujesz" (czy będzie to klasyczna różdżka Lux, czy może wymyślisz coś innego).
Ale jedno: "- Słucham? - Odwrócił się do mnie, kątem oka spoglądając na Fionę i Ryze przygotowujących się do pojedynku."
Ja bym tutaj zmienił "Ryze" na "Ryze'a", bo gdybym nie wiedział, kto to jest, mógłbym pomyśleć, że to kobieta o imieniu Ryza.
No to kiedy następny rozdział...? :D
Ekhem. Zaczynam lubić Twoje komentarze :D te na blogu Oli też ;> Rozdział dodam, kiedy skończę czyli jutro albo w sobotę.
UsuńCo do Ryze, było powiedziane, że kobiety są cztery a gdyby to miała być odmiana żeńskiego imienia wyszłoby chyba "Ryzę". Mogę się jednak mylić ;)
W sumie, to nie wiem... Pewnie masz rację, jednak Ryze'a wyglądałoby lepiej imo ;)
Usuńhttp://screenshooter.net/5720249/egjxego :O 14/4/20 DEFEAT!
OdpowiedzUsuńCarry the game, but lose ;/
Morelko na Lux ja zawsze składam, mój ulubiony item startowy na nią (ty nim, widzę, kończysz). Mało buildów poleca ten item.
Oczywiście mam nadzieję, że to twoje konto, tak...?
Btw build jest IDENTYCZNY z moim. No, może za wyjątkiem Mejai'ki, ale jej teraz już prawie wgl nie kupuję. Preferuję Void Staffa.
Btw2: 24/0/15 win, JAK MOŻNA MIEĆ TAK DOBRE STATY ;O
Wow, po prostu... wow
Haha widzę, że trafiłeś na mój profil ;> mnie siE dobrze gra na tym buildzie chociaż w sumie przydało by się poszukać jakichś nowych :)
UsuńStaty, tak ale tylko jak się gra samemu. Jak się gra góra dwie rundy dziennie i potem gra ze znalomymi wszyscy 30 lvl to ciężkich przeciwników dobiera i bywa różnie ( czytaj: defeat, defeat, defeat etc ) :D
Ale nie mówię, że defeaty - źle grasz lub coś, tylko jestem pełen podziwu, że przegrywając potrafisz mieć takie dobre staty. A wygrywając... cóż, 24/0/15 mówi samo za siebie...
UsuńDla porównania mój profil:
http://screenshooter.net/5720249/xdndvrg
Masz po angielsku czy po polsku?
Po angielsku oczywiście :) Uczymy się języka, zresztą u nas panuje przekonanie że wersja po polsku jest dla noobów. W sumie w to nie wierzę, ale raz grałam i brakuje mi babki od "You have slain an enemy" :D
UsuńNo to popatrzmy na profil :)
Myślisz dokładnie, jak ja ;)
UsuńA pod Lux w wersji polskiej podkłada głos dziewczyna, która podkładała głos pod Lily W "hanie montanie". Nie pytaj, skąd wiem ;/
Czyli grasz w LoLa. I lubisz Lux. Pasuje mi tutaj jedno słowo, na określenie tego: lol :D W takim razie jak trafiłeś na mój blog?
UsuńPoprzez blog Oli. A Lux była moim pierwszym mainem, ostatnio nią nie gram, nie mówię, że lubię, ale dość długo nią grałem. Mimo wszystko lepiej mi idzie Caitlyn, Cassiopeią i Fiorą (ewentualnie mogę jeszcze Galio, Kassadinem, oraz troszkę słabiej pozostałymi postaciami).
UsuńJak chcesz, to możemy kiedyś zagrać.
Super by było ;) Dasz nick? :D Ja pierwszą mainową miałam Morganę, teraz mam Lux ;) ogólnie ostatnio kazali mi nią ćwiczyć stąd takie match history.
UsuńWysłałem Ci zaproszenie ;)
Usuńbtw to mój baardzo stary nick, bo nowy był zajęty.
przepraszam, że nie odpisałem od razu, ale na 30 min wyłączyli mi prąd.
Nie ma sprawy :) Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle z wyjazdami i z brakiem czasu na Internet, jak na to wygląda ;D
Usuń