Rano obudziłam się w stosunkowo dobrym nastroju, ale szybko przypomniałam sobie wydarzenia minionego dnia. Przeciągnęłam się, ze smutkiem stwierdzając, że boli mnie każdy najmniejszy mięsień mojego ciała. Byłam chyba jeszcze bardziej zmęczona, niż wczoraj wieczorem, a włosy i skóra kleiły mi się od potu i świeżej rosy. Z trudem wstałam i wyjrzałam z namiotu. Słońce wisiało wysoko nad widnokręgiem. Musiałam długo spać... Niezauważona wypełzłam z malutkiego "pomieszczenia" i położyłam się na plecach przed wejściem, zamykając oczy. Wtedy jakiś cień przysłonił mi odżywcze światło słoneczne. Otworzyłam jedno oko.
- Witaj Lux.
Nade mną stała jakaś nieziemska piękność o prostych blond włosach i jasnych oczach w odcieniu grafitu. Trochę mnie to przeraziło. Zastanawiałam się, co ja w ogóle robię w tym obozie dla idiotów, zbiegłych psychicznie chorych a może po prostu dziwaków i pustelników. Oni jednak nie zachowywali się jakby grali. Byli naturalni, a Razyr nawet przyjaźnie nastawiony...
Skinęłam głową na znak powitania. Blondynka podała mi kufel, nie mylę się, kufel, z jakąś parującą substancją w kolorze ciemnoczerwonym. Powąchałam to paskudztwo, cokolwiek to było. Pachniało nawet ładnie, żurawiną i imbirem.
- Co to jest? - spytałam, lekko zbita z tropu.
- Wypij do dna, napewno dobrze ci zrobi. - uśmiechnęła się. Nie wyglądała na złośliwą.
Rodzice uczyli mnie, żeby nie ufać obcym, zwłaszcza rąbniętym, ale to były przecież tylko bajeczki dla dzieci. A ja czułam się po prostu fatalnie. Wypiłam więc wszystko duszkiem a uśmiechnięte dziewczę stało nade mną i pilnowało, abym nie upuściła nawet kropelki.
- Janna jestem. - podała mi dłoń, a ja lekko odwzajemniłam uścisk. - wydaje mi się, że chciałabyś się umyć. - wskazała palcem na jedną ze skał, które otaczały dolinkę. - Tam jest ścieżka. Idąc nią prosto, o pięć minut drogi znajdziesz rzekę. - To mówiąc wcisnęła mi do rąk jakieś zawiniątko i nie dając dojść do słowa popchnęła w kierunku ścieżki.
"Janna zarządza. Janna boss. " Przemknęło mi przez myśl, ale dla swojego dobra wolałam nie mówić tego na głos.
Rzeka okazała się być wąskim na cztery metry strumieniem, ze specjalną zaporą z kilkunastu kamieni, która zatrzymywała wodę robiąc między drzewami niewielki basenik, w którym spokojnie można się było umyć. Jednak gdy spojrzałam w lustro wody czekał mnie kolejny szok. Moje jasne włosy układały się teraz w swobodne złociste fale, sięgające nieco za łopatki. To było prawie niemożliwe, bowiem były one zwykle sztywne jak druty i za nic nie dały się zakręcić.
Roztrzęsiona i lekko zbulwersowana zanurzyłam dłonie i poczułam na nich kojący chłód wody we wczesne przedpołudnie.
- Jesteś zagubiona, prawda?
Wrzasnęłam i zachwiałam się na krawędzi "baseniku", po czym wpadłam do niego głową w dół. Czyjeś ręce próbowały mnie powstrzymać, ale ta próba się nie powiodła. Po chwili wynurzyłam się spod wody, oddychając ustami i próbując zwolnić bicie rozkołatanego serca. Tuż obok mnie wynurzył się ktoś jeszcze. Brunet o włosach delikatnie zawijających się za uszami i opadających na szyję wpatrzył się we mnie brązowymi oczami w odcieniu kawy i wybuchnął śmiechem. Byłam trochę onieśmielona jego próbą ratunku, dlatego sama zaczęłam nerwowo chichotać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie mam ubrań na przebranie. Na szczęście ręcznik położyłam na trawie przed upadkiem.
- Luxanna jestem, ale mów mi Lux.
Chłopak przedstawił mi się jako James i ucałował dłoń na powitanie. Ucałował! Nie sądziłam, że w naszym wieku, w dobie komputerów, zwyczaj całowania rąk jeszcze istnieje!
Było mi gorąco, musiałam się zaczerwienić.
- Przepraszam panienkę Luxannę za całe to nieporozumienie... - zaczął rozmowę. - Naprawdę nie przewidziałem takiego rozwoju sytuacji.
- Lux jestem.
- Lux.
- Tak.
Wpatrywał mi się w oczy przez dłuższą chwilę. Czas jakby zamarzł. Musiałam odwrócić wzrok, chociaż nieświadomie chciałam, by to trwało wiecznie.
- James! - rozległ się jakiś energiczny kobiecy głos. - James, kochanie, czekam na ciebie!
Mężczyzna wydał się jakby spłoszony.
- Przepraszam - rzekł do mnie - naprawdę muszę już iść.
Pokiwałam głową na znak zrozumienia i wodziłam wzrokiem za towarzyszem, który zgrabnym ruchem wyszedł z baseniku i skierował się ścieżką w stronę obozu. Było mi smutno. Cały czar tej sytuacji jakby znikł a ja pogrążyłam się w cieniu. A więc kochanie. Jest w związku. Czułam, że długo będę cierpieć z tego powodu.
Za skałą dostrzegłam niemal czerwonowłosą, kobietę która miała fryzurę sięgającą za uszy. Wykonywała jakieś energiczne gesty, rozmawiając z Jamesem. Wydawał się być bardzo spokojny. Nie był wcale przez nią zdominowany, jak mi się wcześniej wydawało... Jej głos. Była stanowcza i nie odpuszczała. Tyle na razie mogłam o niej powiedzieć.
Rozmarzona wpatrywałam się w odchodzącą parę. Dziewczyna chwyciła Jamesa za rękę i delikatnie pociągnęła go wzdłuż ścieżki. Chyba nie miał ochoty iść. W pewnym momencie przystanął i odwrócił się do mnie.
"Lux" - wyszeptały jego usta.
Pokiwałam głową, udając zadowoloną z siebie i szczęśliwą. W rzeczywistości kryłam naprawdę paskudne uczucia. Oparłam się dłońmi na brzegu strumyka i puściłam wodze fantazji. Nie wiem, czy taką gorycz będzie się dało usunąć z pamięci...
Mamy trzeci rozdział, mam nadzieję, że nie jest tak nudny jak mnie się wydaje. Znalazłam chyba sposób na pisanie bloga. Trzeba po prostu zamiast się rozpisywać w każdym rozdziale wrzucić coś ciekawego... Będę chciała zastosować tą zasadę. Dzięki za pomoc i przychylną krytykę. Do zobaczenia u Linki w sobotę ;*
- Witaj Lux.
Nade mną stała jakaś nieziemska piękność o prostych blond włosach i jasnych oczach w odcieniu grafitu. Trochę mnie to przeraziło. Zastanawiałam się, co ja w ogóle robię w tym obozie dla idiotów, zbiegłych psychicznie chorych a może po prostu dziwaków i pustelników. Oni jednak nie zachowywali się jakby grali. Byli naturalni, a Razyr nawet przyjaźnie nastawiony...
Skinęłam głową na znak powitania. Blondynka podała mi kufel, nie mylę się, kufel, z jakąś parującą substancją w kolorze ciemnoczerwonym. Powąchałam to paskudztwo, cokolwiek to było. Pachniało nawet ładnie, żurawiną i imbirem.
- Co to jest? - spytałam, lekko zbita z tropu.
- Wypij do dna, napewno dobrze ci zrobi. - uśmiechnęła się. Nie wyglądała na złośliwą.
Rodzice uczyli mnie, żeby nie ufać obcym, zwłaszcza rąbniętym, ale to były przecież tylko bajeczki dla dzieci. A ja czułam się po prostu fatalnie. Wypiłam więc wszystko duszkiem a uśmiechnięte dziewczę stało nade mną i pilnowało, abym nie upuściła nawet kropelki.
- Janna jestem. - podała mi dłoń, a ja lekko odwzajemniłam uścisk. - wydaje mi się, że chciałabyś się umyć. - wskazała palcem na jedną ze skał, które otaczały dolinkę. - Tam jest ścieżka. Idąc nią prosto, o pięć minut drogi znajdziesz rzekę. - To mówiąc wcisnęła mi do rąk jakieś zawiniątko i nie dając dojść do słowa popchnęła w kierunku ścieżki.
"Janna zarządza. Janna boss. " Przemknęło mi przez myśl, ale dla swojego dobra wolałam nie mówić tego na głos.
Rzeka okazała się być wąskim na cztery metry strumieniem, ze specjalną zaporą z kilkunastu kamieni, która zatrzymywała wodę robiąc między drzewami niewielki basenik, w którym spokojnie można się było umyć. Jednak gdy spojrzałam w lustro wody czekał mnie kolejny szok. Moje jasne włosy układały się teraz w swobodne złociste fale, sięgające nieco za łopatki. To było prawie niemożliwe, bowiem były one zwykle sztywne jak druty i za nic nie dały się zakręcić.
Roztrzęsiona i lekko zbulwersowana zanurzyłam dłonie i poczułam na nich kojący chłód wody we wczesne przedpołudnie.
- Jesteś zagubiona, prawda?
Wrzasnęłam i zachwiałam się na krawędzi "baseniku", po czym wpadłam do niego głową w dół. Czyjeś ręce próbowały mnie powstrzymać, ale ta próba się nie powiodła. Po chwili wynurzyłam się spod wody, oddychając ustami i próbując zwolnić bicie rozkołatanego serca. Tuż obok mnie wynurzył się ktoś jeszcze. Brunet o włosach delikatnie zawijających się za uszami i opadających na szyję wpatrzył się we mnie brązowymi oczami w odcieniu kawy i wybuchnął śmiechem. Byłam trochę onieśmielona jego próbą ratunku, dlatego sama zaczęłam nerwowo chichotać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie mam ubrań na przebranie. Na szczęście ręcznik położyłam na trawie przed upadkiem.
- Luxanna jestem, ale mów mi Lux.
Chłopak przedstawił mi się jako James i ucałował dłoń na powitanie. Ucałował! Nie sądziłam, że w naszym wieku, w dobie komputerów, zwyczaj całowania rąk jeszcze istnieje!
Było mi gorąco, musiałam się zaczerwienić.
- Przepraszam panienkę Luxannę za całe to nieporozumienie... - zaczął rozmowę. - Naprawdę nie przewidziałem takiego rozwoju sytuacji.
- Lux jestem.
- Lux.
- Tak.
Wpatrywał mi się w oczy przez dłuższą chwilę. Czas jakby zamarzł. Musiałam odwrócić wzrok, chociaż nieświadomie chciałam, by to trwało wiecznie.
- James! - rozległ się jakiś energiczny kobiecy głos. - James, kochanie, czekam na ciebie!
Mężczyzna wydał się jakby spłoszony.
- Przepraszam - rzekł do mnie - naprawdę muszę już iść.
Pokiwałam głową na znak zrozumienia i wodziłam wzrokiem za towarzyszem, który zgrabnym ruchem wyszedł z baseniku i skierował się ścieżką w stronę obozu. Było mi smutno. Cały czar tej sytuacji jakby znikł a ja pogrążyłam się w cieniu. A więc kochanie. Jest w związku. Czułam, że długo będę cierpieć z tego powodu.
Za skałą dostrzegłam niemal czerwonowłosą, kobietę która miała fryzurę sięgającą za uszy. Wykonywała jakieś energiczne gesty, rozmawiając z Jamesem. Wydawał się być bardzo spokojny. Nie był wcale przez nią zdominowany, jak mi się wcześniej wydawało... Jej głos. Była stanowcza i nie odpuszczała. Tyle na razie mogłam o niej powiedzieć.
Rozmarzona wpatrywałam się w odchodzącą parę. Dziewczyna chwyciła Jamesa za rękę i delikatnie pociągnęła go wzdłuż ścieżki. Chyba nie miał ochoty iść. W pewnym momencie przystanął i odwrócił się do mnie.
"Lux" - wyszeptały jego usta.
Pokiwałam głową, udając zadowoloną z siebie i szczęśliwą. W rzeczywistości kryłam naprawdę paskudne uczucia. Oparłam się dłońmi na brzegu strumyka i puściłam wodze fantazji. Nie wiem, czy taką gorycz będzie się dało usunąć z pamięci...
Mamy trzeci rozdział, mam nadzieję, że nie jest tak nudny jak mnie się wydaje. Znalazłam chyba sposób na pisanie bloga. Trzeba po prostu zamiast się rozpisywać w każdym rozdziale wrzucić coś ciekawego... Będę chciała zastosować tą zasadę. Dzięki za pomoc i przychylną krytykę. Do zobaczenia u Linki w sobotę ;*
O LOL zaczynam się wciągać :D Zacny rozdział milordzie ;)
OdpowiedzUsuńZaiste! I mam nadzieję że jednak wszyscy będą bo nie zniosę jeszcze jednego tygodnia do urodzin Oli! :) Mimo że z w sql z reszta widzimy się codziennie... :)
OdpowiedzUsuńMarta, jak możesz pisać, że to nudne? Jesteś za bardzo krytyczna w stosunku do siebie (ja mam często tak samo). Mnie się bardzo podoba, naprawdę. I James mnie zaintrygował. ;)
OdpowiedzUsuń